Jeden dzień na przepranie i ponowne spakowanie rzeczy. Uff! Ciężko było. Ale powód nie byle jaki. Kolejne wakacje. I nasz ukochany Łagów. Ten sam, do którego wracamy co roku. Pisałam już o nim tutaj. Kto by pomyślał, że to małe miasteczko, w którym życie zakwita dopiero podczas weekendów stanie się naszą odskocznią. Wspaniale mieć takie miejsce. Takie nasze. Takie wspólne. I cudownie patrzeć jak nasz Synek też chłonie każdą rzecz. Jak powoli zakochuje się w tym jeziorze, w tej okolicy tak, jak kiedyś my. I chociaż pogoda w tym roku nie dopisała tak jak w poprzednim. I może woda trochę zimniejsza niż zazwyczaj. To i tak wróciliśmy pełni pięknych wspomnień. Cudownie było patrzeć na Szymciolka biegnącego codziennie, ba nawet kilka razy dziennie sprawdzić, czy przy pomoście wciąż pływają kaczuszki. Cudownie było poczuć znowu smak najlepszych na świecie gofrów. I jeść je. Prawie codziennie. Delektować się posiłkami na świeżym powietrzu i książką. Pierwszą od dawna. A tu nawet ponad połowę udało się przeczytać. Patrzeć na pierwsze występy Szymcia na prawdziwej scenie. W prawdziwym amfiteatrze. Zabrać Go na pierwsza wielką wyprawę wokół jeziora. Przeżyć z nim Jego pierwszą wielką ulewę. Biegnąc szybko z mostu do domu. Kompletnie przemoczonym. Ale śmiejąc się od ucha do ucha. Obserwować coraz większą odwagę w stosunku do wody. Cieszyć się z tej radości, jaką sprawia mu zabawa z Babcią. No i coś najwspanialszego. Obserwować tą relację. Relację Tata- Syn. Która tak codziennie rozkwita na moich oczach. Widzieć Szymcia podziw. Widzieć Taty miłość. I tak patrzeć. I patrzeć. I chłonąć każdą chwilę. I utrwalać w pamięci. Czy to nie cudowne mieć takie wspomnienia?


Brak komentarzy :
Prześlij komentarz