Strony

  • Strona główna
  • Kontakt
  • Obserwuję
  • O mnie
  • Projekt 52
Myszkowy Skarbiec


Sylwestrowo - Urodzinowo

Sylwester to dla mnie podwójna okazja do świętowania- podwójna, bo właśnie w tym dniu postanowiłam zrobić rodzicom prezent i przyjść na świat:) Tak więc moja mama miała imprezę sylwestrową w szpitalu:)

Troszkę mi było smutno, bo Rybka znowu dziś ma służbę, a chciałam, by w tym dniu była ze mną. A tu od samego rana w pracy. Lecz ten dzień i tak zaczął się pięknie. Rano, gdy wstałam, już na mnie czekało malutkie pudełeczko i karteczka z życzeniami. A w środku piękny prezent.
Dziękuję Rybko, bardzo mi się podoba. Ale najbardziej się cieszę z tego, że mam takiego kochanego, dbającego o mnie męża i wiem, że lepszego bym nigdzie nie znalazła:) 



A dzisiejszy dzień spędzę najpierw u rodziców a potem Nowy Rok będziemy witać z Rybką u niego w pracy:) Imprezę sylwestrową w tym roku muszę sobie odpuścić, raz że sama, a dwa, że nie chcę narażać się na niebezpieczeństwo. W lokalach dużo ludzi, duszno itp. Jutro za to przyjdą goście do mnie na urodzinki, więc impreza urodzinowa mimo małego poślizgu się odbędzie.

A Wam wszystkim życzę szampańskiej zabawy i oby ten Nowy Rok 2014 przyniósł Wam wiele szczęścia:)

EDIT: Kto by mógł się spodziewać, że ten dzień i tak okaże się być taki cudowny. U rodziców niespodzianka-mama, tata i siostra już na mnie czekali z ciachem, świeczką grającą Happy Birthday, śpiewem i pięknymi prezentami:) Miło spędziliśmy ten dzień na rozmowach, żartach, potem odwiedziliśmy babcię a wieczór spędziłam z moją Rybką w pracy, gdzie na powitanie Nowego Roku wypiliśmy po lampce Piccolo i obejrzeliśmy pokaz fajerwerków. Cieszę się, że mimo niesprzyjających okoliczności ten wieczór i tak udało mi się spędzić w bardzo przyjemny sposób w towarzystwie kochanej rodzinki. A Wy jak pożegnaliście stary rok?


Autor: Aneta o 12:16 1 komentarz :
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w serwisie Pinterest

Nasze święta w obiektywie

Szybko upłynęły te święta w miłej rodzinnej atmosferze. W Wigilię tradycyjnie trochę u jednych i drugich rodziców. Było dużo życzeń, smacznego jedzenia, radości na twarzy, pięknych prezentów. Nawet Szymuś, chociaż jeszcze w brzuszku, dostał od cioci śliczna bluzę a od babci ręcznie wydziergany warkoczowy kocyk i pięknego misia. Taki to ma dobrze:)






W pierwszy dzień świąt odwiedziłam Rybkę w pracy, niestety służba nie drużba i ktoś musiał w tym dniu czuwać nad bezpieczeństwem innych. Strażacy też chcieli poczuć atmosferę świąt i z tej okazji postanowili się zmierzyć ze sprzętami kuchennymi i przygotować świąteczny obiad- była kaczka, pieczone ziemniaczki, surówka a na deser nawet gofry. Postarali się chłopcy:) To, że nie wszystko im się udało pomińmy milczeniem, liczą się przecież chęci:) A tych nie brakowało dzielnym strażakom.

Drugi dzień Świąt spędziliśmy w teściów. Pogoda była piękna więc wybraliśmy się na spacerek do lasu.





Kolejny dzień to odwiedziny "koła gospodyń" hehe. Spodziewaliśmy się odwiedzin znajomych mieszkających na co dzień w Szkocji a tu niespodzianka i przyszły wszystkie babeczki. I jeszcze na dodatek z prezentami na Baby Shower i moje urodzinki:) Nie spodziewałam się tego zupełnie, bo Baby Shower owszem planowałam, ale dopiero na styczeń:) To super wieczór, bo niestety rzadko jest okazja, żeby spotkała się cała nasza szóstka z facetami. Oby więcej takich spotkanek:) Dziękuję za piękne prezenty:)


Kolejny dzień spędzony u cioci. Oczywiście dużo jedzenia, śmiechów, zabawy.



I już po tych wszystkich pięknych chwilach. Dobrze, że zostały uwiecznione na zdjęciach, będzie można w każdej chwili zajrzeć do nich i powspominać. Tyle uśmiechów, miłych słów, tyle czasu z najbliższymi. Oby w kolejnych latach też nam było dane wszystkim razem zasiąść do wigilijnego stołu i przeżywać ten piękny czas. 

Autor: Aneta o 21:25 Brak komentarzy :
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w serwisie Pinterest
Lubię święta, kolędy, tą atmosferę, która wypełnia cały dom. Lubię kolację z najbliższymi, lubię dostawać prezenty, bardziej je dawać, ale najbardziej lubię ten moment, gdy ktoś rozpakowuje swój prezent. Lubię patrzeć wtedy na twarz tej osoby, obserwować jej emocje, odgadywać, czy upominek jest trafiony.

Dlatego już nie pamiętam od kiedy, zawsze podczas tej chwili chowam się po drugiej stronie aparatu fotograficznego, by móc obserwować te wszystkie chwile i je uwieczniać, pozostając poniekąd niezauważona. Mój prezent rozpakowuje dopiero wtedy, gdy wszyscy nacieszą się swoimi drobiazgami.

Życzę Wam spokojnych Świąt spędzonych w rodzinnym gronie:)

Autor: Aneta o 10:28 2 komentarze :
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w serwisie Pinterest
Wczoraj skończył się 30 tc. Nie mogę uwierzyć, że już zostało tak niewiele i będziemy w trójkę. To już ostatnie święta bez Szymusia:) W kolejne już będą czekać i na niego prezenty pod choinką.


Brzusio coraz większy, ale to znak, że Żabka przybiera na wadze. Oby nabrał jej na tyle, aby wszystko funkcjonowało jak należy w dniu narodzin.




Autor: Aneta o 11:30 Brak komentarzy :
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w serwisie Pinterest

Tradycje, zwyczaje, obyczaje

Piernik staropolski pokryty polewą, masa makowa zrobiona, ciasto drożdżowe rośnie sobie spokojnie okryte ściereczką a ja mam chwilkę, żeby coś napisać.

Lubię tradycję i różnego rodzaju zwyczaje. Nie kojarzą mi się one z przykrym obowiązkiem, a wręcz przeciwnie. Wprowadzają spokój, bezpieczeństwo. Począwszy od takich banalnych rzeczy jak np. to, że w moim domu zawsze się w sobotę sprzątało, w sobotę zawsze szło się na zakupy na "ryneczek".
Kiedyś, gdy byłam mała często mnie to denerwowało, że dlaczego akurat w ten dzień mam z rana wstawać
i robić te wszystkie rzeczy, skoro chciałabym np. dłużej pospać. Z upływem czasu się do nich przyzwyczaiłam, chętnie w nich uczestniczyłam a teraz za nimi tęsknię i chętnie jadę w sobotę do rodziców, kiedy G. jest w pracy, po to, by z mamą iść na zakupy. Takie drobne rzeczy kojarzą mi się z dzieciństwem, spokojem, dają poczucie bezpieczeństwa.

Dlatego też chciałabym tworzyć swoje tradycję, coś, co mojemu mężowi i naszemu dziecku (lub dzieciom) będzie się kojarzyło z domem, z rodziną, coś na co będą czekać. Takie małe początki już są. Należy do nich np. pieczenie pierniczków i dekorowanie pierniczków. Nie wyobrażam sobie świąt bez nich. Dlatego już 4 lub 5 rok z rzędu pieczemy ich całą masę, po to, by potem rozwijać swoją kreatywność podczas dekoracji, zajadać się nimi przez całe święta oraz częstować gości.
W tym roku Rybka stworzyła całą drużynę Ciastków Strażaków. Mam nadzieję, że to nie jest jakaś sugestia w stosunku do mnie:) Całej drużyny rodzić nie zamierzam:)







Autor: Aneta o 21:36 Brak komentarzy :
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w serwisie Pinterest

Lubię takie dni...

Budzą mnie rano kopniaki w brzuchu, otwieram oczy i uśmiecham się- mały Szymuś obudził się wcześniej. Przytulam się do brzuchem do Rybki i próbuję dalej spać. Przynajmniej staram się, bo i tak wiem, że nie zasnę. Rybka wstaje i się śmieje, że Szymuś jego też pokopał. Jemy śniadanko. A potem robimy to, na co mamy ochotę.

A wczoraj byliśmy na pierwszych zajęciach w szkole rodzenia. G. był jedynym obecnym tatusiem  (co na pewno nie wprawiło go w dobry humor). Ale to chyba wpływ tego, że wybrałam godzinę 12 30, żeby nie blokować miejsc osobom, które pracują i pasuje im tylko późniejsza godzina.
Ogólnie wrażenia pozytywne, ale odniosłam wrażenie, że położna prowadząca zajęcia próbuje za wszelką cenę nastraszyć obecne tam kobiety. Np. że trzeba cały czas zwracać uwagę na to, czy dziecko się rusza i jeżeli nie czujemy ruchów nawet tylko pół godziny to należy od razu jechać do szpitala. Nie dajmy się zwariować. Przecież dzieci w brzuszku też czasem albo w większości śpią. Każda przyszła mama wie, kiedy jej dziecko jest aktywne i to powinno być najważniejszym wyznacznikiem. Pojawiły się też inne formy "straszenia"- tego nie róbcie, tamtego nie róbcie, ogólnie z tego, co słyszałam, najlepiej leżeć i pachnieć i czekać na poród. Śmieszy mnie to, bo mówi się, że ciąża to nie choroba, a z drugiej strony, gdy człowiek słyszy wciąż takie rzeczy, to zaczyna szczerze w to wątpić.
Dostaliśmy za to listę potrzebnych do szpitala rzeczy i okazuje się, że np. dla dzidziusia szpital zapewnia wszystko, jedynie można wziąć chusteczki nawilżane.

Dalszą część wczorajszego dnia spędziliśmy na poszukiwaniach prezentów. Udało nam się co nieco znaleźć i nawet już popakować:)




Autor: Aneta o 10:12 1 komentarz :
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w serwisie Pinterest
Jestem zdania, że zakupy w lumpeksie to żaden wstyd a wręcz zaradność. Lecz niestety jakoś nie mam talentu do wyszukiwania w tego typu sklepach "perełek". Pewnie się to wiąże z tym, że nie lubię chaosu, zbyt wielu rzeczy na wieszakach. Dlatego nawet gdy kupuję w "zwykłych" sklepach, wchodzę do takich, w których ubrania są powieszone i posegregowane w ten sposób, że widzę od razu co gdzie wisi.
Za to mam mamę, która zawsze potrafi wyhaczyć coś interesującego. Są po prostu pewne osoby, które posiadają talent w tej dziedzinie:) I bardzo dobrze, bo w ten sposób garderoba Szymka powiększa się w zaskakującym tempie. Ale ostatnio mama przebiła całą siebie- wróciła do domu z całą torbą ubranek dla małej Żabki. I to ubranek w ogóle nie zniszczonych. A wszystko kosztowało grosze. Dziwię się, że dużo ludzi omija takie sklepy szerokim łukiem. Przecież wiadomo, że taki mały dzidziuś założy swoje ubranka dosłownie parę razy, jeśli w ogóle. A więc ich stan jest idealny.
Dzięki Mami:)



Mąż dziś w pracy, a ja relaksuję się w towarzystwie rmf relaks, reniferkowych babeczek (produkcja własna) oraz zapachu wosku Yankee Candle- Baby Powder.
Jakiś czas temu odkryłam przypadkiem te woski i zamówiłam różne zapachy do wypróbowania. Na pierwszy rzut poszedł ten zapach. Wystarczyła dosłownie rozkruszona ćwiartka, aby cały dom wypełnił się pięknym zapachem, przypominającym pudrowe kosmetyki, pomieszane z taką jakby wonią starych perfum. Zapach cudowny:)

Autor: Aneta o 15:46 1 komentarz :
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w serwisie Pinterest

Zapach świąt, Szymuś zawstydzony, czterokołowiec i prawie tata na medal:)

Po zawirowaniach jest w końcu pojazd dla Bąbelka. (musieliśmy odesłać ten zamówiony przez internet, ponieważ spacerówka miała połamane oparcie). I to taki, jaki chciałam:) Rybka sama pojechała, kupiła i przywiozła. I to nawet w tym kolorze, jaki sobie wymarzyłam. Już nie mogę się doczekać, aż pojedziemy na pierwszy spacerek:)

Dziś wizyta u lekarza i pierwsze ktg. Wszystko z naszym Skarbem w porządku, waży już 1100 g. Niestety zrobił się bardzo wstydliwy, zasłonił się rączkami i nie chciał pokazać nam swojej buźki. 
A ja coraz większa- 7 kg na plusie, waże już 60 kg. O kurcze, jeszcze nigdy moja waga nie pokazywała 6 z przodu:) 



A po wizycie u doktorka upiekliśmy z Rybką kolejną partię pierniczków- tym razem z marcepanem i marmoladą. Pyszniutkie, więc polecam i nie powiem ile już sama zjadłam:)

Tak więc Mężuś spisał się dziś na medal, pomagając mi w tym wszystkim. I nie tylko dzisiaj jest taki troskliwy. Mam fajowego tego męża:) 




Tak więc Mężuś spisał się dziś na medal, pomagając mi w tym wszystkim. I nie tylko dzisiaj jest taki troskliwy. Fajowego mam tego męża:)
Autor: Aneta o 22:36 Brak komentarzy :
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w serwisie Pinterest

7...

:) Już grudzień:) Odliczam dni, ale na razie nie do świąt. W sobotę ostatni egzamin, a wtedy z największą frajdą będę mogła zająć się pieczeniem pierniczków, ozdabianiem ich z Rybką, dekoracją domu na święta, kupowaniem prezentów, leżeniem pod ciepłym kocykiem w grubych, zrobionych przez mamę skarpetach, z dobrą książką, gorącą herbatą z miodem, włączonym radiem grającym świąteczne piosenki, z naszą nowo nabytą zabawką, której na razie nie dotykam, aby się nie rozpraszać i Szymusiem ćwiczącym coraz większe akrobacje w brzuszku:) Ale się rozmarzyłam:) Zegar uruchomiony 7 dni i będą te wszystkie piękne rzeczy. A teraz marsz do nauki.
 
 
 



Autor: Aneta o 19:39 2 komentarze :
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w serwisie Pinterest
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty ( Atom )

Archiwum bloga

  • ►  2017 ( 6 )
    • ►  sierpnia ( 2 )
    • ►  stycznia ( 4 )
  • ►  2016 ( 36 )
    • ►  grudnia ( 2 )
    • ►  listopada ( 2 )
    • ►  września ( 4 )
    • ►  sierpnia ( 2 )
    • ►  czerwca ( 2 )
    • ►  maja ( 3 )
    • ►  kwietnia ( 4 )
    • ►  marca ( 5 )
    • ►  lutego ( 7 )
    • ►  stycznia ( 5 )
  • ►  2015 ( 94 )
    • ►  grudnia ( 8 )
    • ►  listopada ( 6 )
    • ►  października ( 7 )
    • ►  września ( 9 )
    • ►  sierpnia ( 5 )
    • ►  lipca ( 3 )
    • ►  czerwca ( 1 )
    • ►  maja ( 9 )
    • ►  kwietnia ( 11 )
    • ►  marca ( 11 )
    • ►  lutego ( 12 )
    • ►  stycznia ( 12 )
  • ►  2014 ( 150 )
    • ►  grudnia ( 15 )
    • ►  listopada ( 14 )
    • ►  października ( 16 )
    • ►  września ( 13 )
    • ►  sierpnia ( 15 )
    • ►  lipca ( 10 )
    • ►  czerwca ( 10 )
    • ►  maja ( 12 )
    • ►  kwietnia ( 10 )
    • ►  marca ( 11 )
    • ►  lutego ( 8 )
    • ►  stycznia ( 16 )
  • ▼  2013 ( 17 )
    • ▼  grudnia ( 9 )
      • Sylwestrowo - Urodzinowo
      • Nasze święta w obiektywie
      • Lubię święta, kolędy, tą atmosferę, która wypełn...
      • Wczoraj skończył się 30 tc. Nie mogę uwierzyć, że...
      • Tradycje, zwyczaje, obyczaje
      • Lubię takie dni...
      • Jestem zdania, że zakupy w lumpeksie to żaden wst...
      • Zapach świąt, Szymuś zawstydzony, czterokołowiec i...
      • 7...
    • ►  listopada ( 8 )
Obsługiwane przez usługę Blogger.