A gdyby tak obowiązek zamienić w przyjemność? I z przymusowego pobytu u Dziadków uczynić cudowne niezapomniane wakacje? Wykorzystać możliwości jakie daje dom i przestrzeń wokół niego? Stworzyć dzieciom cudowne miejsce zabaw?
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Zaraz po przyjeździe poprosiłam Ślubnego, by wystawił na zewnątrz naszą stara ławę i fotele. Na ławie stanął wazon. A w wazonie kwiaty. Wiecie. Ja tak po prostu lubię. Pod orzechem rozłożyłam koc. To będzie doskonałe miejsce do leżakowania dla Najmłodszych. Łezka się w oku kręci. Bo przecież tak jakby wczoraj leżał tu pięciomiesięczny Szymcio i śmiał się na cały głos do migoczących mu przed oczami listków.
Trzy tygodnie. Dużo a tak mało. Bo, gdy jest dobrze, to czas leci zawsze zbyt szybko. Posiłki jedzone na świeżym powietrzu. Raz po raz przerywane krzykiem Szymcia. Mamusia, nioniot. Tam leci. Koko. Radość dzieci. To, co cieszy najbardziej. Że oni zachwyceni. Najmłodsi odkrywający świat z kocyka. Z zainteresowaniem chłonący wszystko, co się dzieje dookoła.
Trzy tygodnie. Dużo a tak mało. Bo, gdy jest dobrze, to czas leci zawsze zbyt szybko. Posiłki jedzone na świeżym powietrzu. Raz po raz przerywane krzykiem Szymcia. Mamusia, nioniot. Tam leci. Koko. Radość dzieci. To, co cieszy najbardziej. Że oni zachwyceni. Najmłodsi odkrywający świat z kocyka. Z zainteresowaniem chłonący wszystko, co się dzieje dookoła.
I Najstarszy. Widok tej cudownej buźki. Im bardziej umorusanej tym bardziej szczęśliwej. Skakanie na trampolinie. Zjazdy z górki na rowerku. Podlewanie kwiatków. Zabawy w piasku i błocie. Całe dnie na dworze. Od rana do wieczora. Drzwi ciągle otwierające się. Goście. Wchodzący i wychodzący. Czas z Mamą/Babcią i Babcią/Prababcią. Piknik imieninowy. Cudowne towarzystwo. Dwóch Pań zza płota. Najwierniejszej Towarzyszki szymusiowego łobuzowania i Jej wspaniałej Mamy. Godziny na rozmowach o wszystkim i o niczym. I odkrycie, że tyle nas łączy. Czemu wcześniej na to nie wpadłyśmy? Uśmiech na twarzy. Że gdy przyjdzie nam tu zostać trochę dłużej, to one tam są. I że zawsze można liczyć. Tak niewiele. A tak wiele. Wspólna kawa. Ot tak. Na stojąco. Przerywana bieganiem to tu to tam. Bo Arbuzy zaraz coś przecież mogą zmajstrować. Najlepsza taka kawa!
Dni minęły nie wiadomo kiedy. Dziadkowie wrócili. Czas wracać do domu. Ale nie na długo. Za parę dni ruszamy na prawdziwe wakacje. Nad morze! W pięcioosobowym składzie!









































Brak komentarzy :
Prześlij komentarz