Uśmiech dziecka. Radość. Tak cudownie szczera. Ta chwila, gdy zobaczy coś i tak się zachwyci. To 'łał" wydobywające się tak po prostu z ust. To właśnie dlatego mi się chce. Więcej i częściej. Halloween. Dla mnie kolejna wspaniała okazja, by sprawić przyjemność dzieciom. W tym roku postanowiłam zorganizować więc mini przyjęcie. Dom udekorowały balony i lampiony z dyni- dzieło Ślubnego. Prawda, że ma talent? Na stole stanęły babeczki-czarownice , paluchy wiedźmy i inne straszne przekąski. Szymuś powitał swoich gości w przebraniu batmano- mikołajo- czarodzieja. To przecież ciężka sprawa, żeby wybrać tylko jedno przebranie. Pchełki nie mogły być gorsze. Z dorysowanymi przez Tatusia rogami były jakby w swoim żywiole, wywołując uśmiech na twarzach naszych gości. I to jakich przerażających gości! Nasze skromne progi zaszczyciła swoją obecnością Pani Pająk i Panie Czarownice.
Było cudownie. Dziękujemy. A za rok na pewno trzeba to powtórzyć!
W dniu prawdziwego Halloween też się działo! Rok temu pisałam, że jestem przeciwniczką chodzenia po cukierki. No cóż. Tylko krowa nie zmienia poglądów. W naszym bloku mieszka naprawdę bardzo dużo dzieci i rodzice chętnie biorą udział w tego typu zabawach. Pomyślałam więc, że na pewno Szymcio ucieszyłby się z takiej zabawy. 'Kukierek albo psikus'- trzymając mocno za rączkę Zuzię- jedną ze swoich 'dziewcin' pukał do drzwi sąsiadów. A jaki uradowany wrócił, taszcząc ze sobą torbę, wypełnioną do połowy cukierkami!





















Oj! Strasznie urocza impreza!!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:)))