Właśnie zasnął. Nasz Łepetynek. Ptysiolek. Urwis. Szczęście nasze największe. 18- miesięczne szczęscie. Wciąż zadaje sobie pytanie. Jak to? Tak szybko? Przecież mam wrażanie, jakby to było wczoraj. Jakby dopiero co mi położyli tego miniaturowego, cieplutkiego człowieczka na brzuchu. Wciąż mam Go przed oczami. Takiego bezbronnego. Z tymi najpiękniejszymi wielkimi oczkami. Z tą żyłką nad noskiem. Na którą patrzę codziennie z czułością. A ja stałam się Mamą. I z każdym dniem staję się nią bardziej. Chociaż wydaje się to by dziwne.
A dzisiaj? Już dorosły. Mój Osiemnastek wspaniały. Codziennie witający nas najpiękniejszymi na świecie słowami. Mama. Tata. I uśmiechający się zza tych szczebelków łóżeczka. Wystawiając przy tym tak słodko te swoich sześć ząbków.
Szymcio jest wyjątkowy. Zawsze uśmiechnięty. Z tymi wesołymi iskierkami w oczach. Z każdym się przywita, każdemu poda rękę i pośle najwspanialszego buziaczka. Przytuli i zrobi cacy cacy. Nie wysiedzi w jednym miejscu. Ciągle w ruchu. Ciągle biegający, wspinający się, odkrywający wszystko dookoła. Buntownik. Zrobi papa i pójdzie w swoją stronę. Bez oglądania się za siebie. Uwielbia być w centrum uwagi. Gdy wszyscy na niego patrzą i podziwiają jest w siódmym niebie. Mądrala nasz. Wszystko rozumie. Wszystko przyniesie. Na każde pytanie odpowie. Albo mówiąc ee, albo kiwając swoją główką. W ten specyficzny sposób, który mnie zawsze rozśmiesza.
Wie, że strażak robi eoeoeo, kurka kokoko, kazka kakaka. Kotek am, piesek haha. A krówka buuuuuu. Mówi mama, tata, baba. I ... kaka. A kaka może oznaczać oprócz ukochanego dydusia każdą inną rzecz. Największą miłością pała oczywiście do ghy, czyli dźwigu. Wszędzie dostrzeże. Zawsze pokaże. Nie mam pojęcia, kto mu go pokazał po raz pierwszy. Każdego dnia uczy się czegoś nowego. To niesłychane, że tyle wie. Tyle kojarzy. Wciąż się tym zachwycam.
Dba o porządek. Wie, że brudną pieluszkę trzeba wyrzucić do kosza. Co też prawie zawsze robi. Poproszony wyniesie też inne rzeczy. Zawsze wie bezbłędnie, które buty do kogo należą. Nigdy się nie pomyli.
Kombinator. Tatuś przymocowął na balkonie listwy, żeby nie wyrzucał zabawek do sąsiadów, Znalazł inny sposób. I wyrzuca. Najczęściej muszę chodzić po dydusia. O czym Szymcio informuje pełnym zdaniem. Mama, kaka bam. Czyli Mamo, dyduś spadł.
Szymonek to nasz Promyczek. Nasza siła napędowa. Dzięki niemu dostrzegamy tak wiele szczęścia dookoła. Jest naszym spoiwem. Spoiwem naszego małżeństwa. W tym malutkim ciałku mieści się nasz największy Cud.




Brak komentarzy :
Prześlij komentarz