Podanie wypełniłam tak po prostu. Postanowiliśmy ze Ślubnym, że jeśli Szymcio zostanie przyjęty do przedszkola, to wtedy będziemy się zastanawiać, czy go tam posłać. Szanse były niewielkie. Szymuś nie ma jeszcze trzech lat. I druga sprawa. Wybraliśmy tylko jedno przedszkole. W miejscu, gdzie będziemy niedługo mieszkać.
Przez wakacje nie przyszła żadna odpowiedź. Zresztą nie liczyłam nawet na nią. Wszędzie słychać było, że przedszkola są przepełnione.
Aż tu nagle... Pocztą pantoflową dowiedzieliśmy się, że jednak dwuipółlatki także zostały przyjęte.
Ścisk w żołądku. To poczułam w pierwszej chwili. Nie byłam na to przygotowana. Jak to? Przez dwa i pół roku był ze mną. Przy mnie. Zawsze. A teraz mam go oddać w inne ręce. A skąd inna Pani będzie wiedzieć, że nioniot to samolot a gaga to gołębie? Że pep to sklep a koptet to helikopter? Kto ulepi mu babkę, żeby mógł ją od razu zniszczyć koparą. I kto pobawi sie w 'Łobuzia"? Kto w ogóle będzie wiedział na czym polega ta nasza zabawa? Kto pocieszy, gdy upadnie i da buzi, gdy coś zaboli? A jak będzie tęsknił i płakał? Jak coś robić z myślą, że on tam jest smutny?
Łzy napłynęły mi do oczu. W głowie zaczęła się walka. Argumenty na tak. I argumenty na nie.
Na pewno byłoby mi lżej. Miałabym czas, żeby ogarnąć coś w domu i dopieścić Pchełki. Tak mało dla nich jest czasu. No ale przecież mieliśmy już tu mieszkać a pojawiło się opóźnienie. Trzeba by było codziennie dowozić tu Szymcia i po niego przyjeżdżać. Co w dniach, kiedy Ślubny pracuje byłoby niemożliwe. Co z chorobami? A jak wszyscy mi zaczną chorować? No tak, ale tego nie unikniemy. Lepiej może teraz przez to przejść a nie jak wrócę do pracy.
Argumenty na nie wygrywały.
Spojrzałam na niego. Mojego małego Chłopczyka. 'Mama! Chodź babaw! Dzieci!' Woła codziennie wyglądając z balkonu. 'Mama! Są moje dziewciny?; Pyta, nie mogąc się doczekać zabawy w chowanego z koleżankami z bloku. Ogląda się za dziećmi. Lgnie do nich. Smutny, gdy akurat plac zabaw świeci pustkami. Duży jest już przecież. Fajnie z Mamą. Ale to już mało. Z rówieśnikami pograć, pobawić się, wykopać w piachu dziurę. To jest coś. I wiem przecież. Doskonale to wiem, że On jest gotowy.
Więc podjęłam tą decyzję. Chociaż, gdybym mogła to byłaby zupełnie inna. No ale przecież to jego potrzeby są tu najważniejsze. I egoistką bym była, gdybym go zostawiła w domu. Ciężko przecież czasem wyjść na ten plac zabaw. Ślubny ma wolne? Ok. Nie ma? Jestem uzależniona pd pomocy innych. No i zima zaraz. Kto będzie na tym placu? Z kim się będzie bawił?
Wzięliśmy Szymcia pod rękę. Chodź Ptysiu. Pójdziemy do przedszkola zobaczyć, czy Cię przyjęli. Szymcio zachwycony. Od dawna przecież powtarzał, że chce być przedszkolaczkiem. Weszliśmy. Zapytaliśmy. A tu się okazało, że to tylko plotki. Żadne dwuipółlatki przyjęte nie zostały. Mimo że odetchnęłam z ulgą, to żal w głosie Szymonka na tę wiadość utwierdził mnie w przekonaniu. że podjęłam dobrą decyzję. Jedyną słuszną. I gdy przyjdzie na to czas to wezmę go za rękę. I zaprowadzę. Chociaż to nie będzie łatwe. Wcale.
A teraz? Chłonę ten czas. Ten z trójką dzieci 24 h na dobę. Chłonę każdą jego radość. Każdą złość. Każdy śmiech i każdy płacz. Staram się spędzać z nim tyle czasu, ile tylko się da. Bawić, ile się da. Lepić te kulki z plasteliny. Robić ludki z kasztanów. I te liście malować farbami. Żeby nie czuć, że czegoś mu nie dałam. Żeby z uśmiechem wspominał kiedyś te dni z mamą w domu.








Mój wnusio chodzi już do przedszkola,chociaż skończy 3latka w lutym.Wcześniej był w żłobku i nie bardzo mu się podobało,a tu chodzi z wielką chęcią,bardzo dobrze sobie radzi,szczególnie że w przedszkolu rozmawiają po francusku a w domu po polsku.Szkoda że Szymusiowi nie dano takiej szansy już teraz,przecież jest bardziej rozwinięty niż nie jeden trzylatek.Pozdrawiam 😊
OdpowiedzUsuń