Dom rodzinny. Znajomy zapch. Znajome kąty. Mama, siedząca w ulubionym fotelu i popijająca kawę. Koniecznie z fusami. Tata, ze swoim standardowym żarcikiem o kółku, co walnęło w czółko. Kot, jak zawsze bojący się własnego cienia.To miejsce, do którego uwielbiam wracać. Kiedy więc Ślubny poinformował, że na pierwsze dni sierpnia zostaje oddelegowany z pracy na Przystanek Woodstock, pewna myśl od razu zakiełkowała w mojej głowie. Zrobimy sobie wakacje u Babci! Szybko spakowałam same potrzebne rzeczy i po odwiezieniu Ślubnego od razu ruszyliśmy w wiadomym kierunku.
Nie myliłam się! Spędziliśy jedne z najcudowniejszych dni tegorocznych wakacji. Nie wiem, jak to jest, ale w domu zawsze wszystko jakoś łatwiej, szczęśliwiej, sympatyczniej. Dzięki pomocy najwspanialszego Szwagra mogłyśmy z Babcią zapewnić Dziubkom moc atrakcji. A widok moich szczęśliwych dzieci, to coś, co napędza mnie najdoskonalej. Odwiedziliśmy salę zabaw. Pierwszy raz z Pchełkami. Zgubiliśmy bubusiowego buta. Spacerowaliśmy niespiesznie po deptaku. Zjedliśmy wiele pysznych lodów. Nakarmiliśmy gagi. Zjeżdzaliśmy z ulubionej zjeżdżalni. Bawiliśmy się w pociąg. To dopiero była zabawa. Wyobraźcie sobie! Dziadek został Panem Szlabanem. Deptaliśmy cienie. Byliśmy nad jeziorkiem. Gotowaliśmy na ulubionym placu zabaw. I pełno innych rzeczy, których nie sposób tu wymienić. Było cudownie. A ja kolejny raz dziękuję za tą moja rodzinę. Taką nieidealnie idealną. Najlepszą! To dzięki Wam to wszystko!























Brak komentarzy :
Prześlij komentarz