
Ranek. Jesteś taki słabiutki. Jak nie Ty. Jak nie mój Bubuś. Ten z tym Łobuzem w oczach. Siedzisz i bawisz się grzecznie tymi zabawkami, które Ci podałam. Kiedyś oddałabym wszystko za taką chwilę. Dzisiaj marzę tylko o tym, byś znowu nie mógł usiedzieć na miejscu. Za pięć dni będziemy w końcu świętować Wasz roczek. Musisz być zdrowy! A tu jakbym cofnęła się w czasie. Twój starszy Braciszek zachorował też dokładnie parę dni przed przyjęciem urodzinowym. I ponownie jak i wtedy jest Babcia. Nasza niezastąpiona. Przyjeżdża na ratunek. Gotuje najlepszą zupę. Karmi i usypia.
Trzy godziny. Budzisz się. Jak nowo narodzony. Jest moja Bubunia. Mój Łobuziak z wywalonym w czasie uśmiechu języczkiem. Ulga! Nie strasz mnie tak więcej, proszę!



Ufff...
OdpowiedzUsuńCzytałam z zapartym tchem.
Dobrze, że już wszystko w porządku. Nie znoszę jak moje dzieciaki chorują, choć to już dorośli ludzie, reaguję tak samo;)
Pozdrawiam i życzę zdrówka:)