Coraz bliżej... A na liczniku 27 dni do końca. Tydzień upłynął spokojnie. Bez żadnych sensacji i rewelacji:) Coś mnie wzięło do sprzątania i ciągle tylko to bym robiła. Chociaż Mąż się śmieje, że on nie widzi różnicy, bo cały czas miałam lekkiego świra na punkcie porządku- a codzienne mycie podłóg to u mnie od zawsze podstawa. Bo czysta podłoga równa się dla mnie czyste mieszkanie. Ale nie o tym miało być:)
Jeszcze się nie nacieszyłam ciążą, a teoretycznie w każdym momencie mogę urodzić. Oczywiście chciałabym z drugiej strony mieć synka po drugiej stronie, ale przeraża mnie to, że wszystko dzieje się tak szybko. Stanowczo za szybko. Może miałabym inne podejście, gdybym w ciąży się męczyła, gdyby przyczepiały się do mnie nieprzyjemne dolegliwości związane z odmiennym stanem. A tu odpukać poza lekkimi bólami kręgosłupa i paroma przypadkami spuchnięcia nóg nic się nie chce na moje szczęście przykolegować.
Wagowo i centymetrowo przestaliśmy rosnąć- + 10 kg i 95 cm w pasie i zmian nie widać od trzech tygodni. Mam nadzieję, że Szymek za to przybiera odpowiednio. Kolejna wizyta u lekarza dopiero 17.02. z powodu jego urlopu. Śmieję się, bo nie wiadomo, czy tam jeszcze dotrę. Różnie może być...
Harce Szymusia w brzuszku nie ustają, a wszędzie piszą, że niby dzidziuś ma już w tym czasie malutko miejsca i jego fikołki nie będą tak intensywne. Widać nasz Aniołek ma w nosie, co piszą i robi sobie to na co ma ochotę. I dobrze. Niech od początku ma swoje zdanie, to sobie w życiu poradzi.
W tym tygodniu zaczęliśmy puszczać mu do brzuszka kołysanki z muzyką poważną. Ciekawe, czy potem będzie poznawał te melodie.
Trochę chaotyczny dzisiaj ten wpis, bo tyle myśli mi krąży po głowie. A najgorsze w tym wszystkim jest jedno. I nie jest to poród. Nie boję się go. Jestem pozytywnie nastawiona. Ja jako osoba, która lubi mieć wszystko zaplanowane, nie lubiąca nagłych zmian w harmonogramie dnia, nie mogę zadecydować/ustalić kiedy urodzę. Bo to nie zależy ode mnie. A tak bym chciała móc napisać w kalendarzu pod jakąś wybrana przez siebie datą: TO DZIŚ PRZYJDZIESZ NA ŚWIAT SYNKU. I narysować obok wielkie serduszko:) Ale nie mogę i co? I trzeba z tym żyć:)
Koniec marudzenia. Dziś zaczyna się tydzięń 37, czas zabrać się mamuśka za ostatnie przygotowania, zrobić listę rzeczy do dokupienia i załatwienia. Bo nie znasz dnia ani godziny:)
Ależ Ci zazdroszczę braku dolegliwości! Wyglądasz przepięknie:))) i oby tak dalej! I zgadzam się totalnie że czas zasuwa - zasuwa oj zasuwa:) ani się nie obejrzysz a Szymcio będzie z Wami!
OdpowiedzUsuń