Ślinił się. Nie jakoś tam dużo. Tak troszkę. I rączkę do buźki wkładał też. I te policzki. Zaróżowione takie. Z rana był trochę niespokojny. A co tam. Posmaruję mu dziąsełka tą maścią na ząbki -pomyślałam tak całkiem bez przekonania. Smaruję smaruję. I nagle... Jest. Mamy go! Pierwszego grzesiutkowego ząbka! Mały kiełek po prawej stronie. Taki ledwo co wystający na razie.
Kompletnie się nie spodziewałam. Przecież starszy Braciszek sprawił nam tę niespodziankę dopiero w wieku czternastu miesięcy! Brawo Grzesiutku! Brawo!
Kolejna mała ważna chwila wędruje do mojego Skarbca.




:)
OdpowiedzUsuńOch! :D
OdpowiedzUsuń