Żebym się wyspała na zapas. Jakby tak było można. Że teraz nie będę miała chwili dla siebie. Że będę chodzić jak zombie. Żebym lepiej kupiła dobry krem pod oczy, bo opuchlizna z nich nie zejdzie.
Prawda jest taka, że... Mieli rację.
Minęło już pięć miesięcy. Chcecie poznać prawdziwą, niekolorowaną historię?
Nie wysypiam się. Ale nie narzekam. Trzy godziny ciągiem to jest przecież juz coś. Biorąc pod uwagę pierwsze trzy miesiące, gdy jedna z Pchełek płakała z powodu kolek całe dnie i całe noce.
Chodzę wiecznie zmęczona. Często nie pamiętam, którą Pchełkę karmiłam a która czeka jeszcze w kolejce.
W dzień nie wiem w co mam włożyć ręce. Od czego zacząć? Jak wszystko pogodzić? Którego Maluszka najpierw oporządzić? Kiedy płaczą wszystkie na raz. Z Najstarszym na czele.
Poranny prysznic stał się wyczynem wymagającym ogromnych przygotowań. Włosy, myte i prostowane kiedyś codziennie, szamponu uświadczają co trzy, maksymalnie dwa dni.
Nie udaje mi się wypić nawet czwartej kawy. Czwartej, bo poprzednie wystygły, zanim mi się to udało i wylądowały w zlewie.
Ciągle o czymś zapominam i łapię się na tym, że gadam czasami bez ładu i składu.
Potrzebę kontaktów towarzyskich realizuję co parę dni w położonej koło naszego bloku Biedronce.
Czas ze Ślubnym? Cenny, jak wygrana w totka. Tak samo prawdopodobny. Wspólne filmy? Zamienione na serial. A i tak, kiedy udaje nam się w końcu włączyć komputer i odpalić jeden odcinek, kończy się tym, że po 20 minutach zasypiam ja albo On.
Ład i porządek zastąpił chaos. Mieszkanie nie lśni czystością. Ciągle o coś się potykam. Kosz na pranie ciągle pełny. Ten z rzeczami do prasowania też. Nie nadążam.
Czasopismo, które kupiłam jakiś czas temu, leży wciąż nietknięte. Wizyty w bibliotece nawet nie planuję.
W myślach mam przygotowanych wiele postów na bloga. A gdy przychodzi noc i mam ten komfort posiadanie jednej wolnej ręki. Bo tylko jeden Ssaczek przy piersi a reszta słodko śpi. I mogłabym wtedy nawet coś napisać, bo pisownię polskich znaków za pomocą jednej ręki opanowałam z konieczności do perfekcji. To wtedy... Ze zmęczenia nie mogę myśli ubrać w słowa.
I mogłabym tak bez końca pisać jaka to jestem nieszczęśliwa. Tylko, że... Ja wcale nieszczęśliwa się nie czuję Śmiać mi się tylko chce z tego wszystkiego. Nic więcej.
Oj córeczko z tym chaosem chyba przesadziłaś:-). Kiedy ja do Ciebie wpadam, czeka na mnie kawusia i sniadanko, i czyściutko wkoło tak, że czasem nawet zazdroszczę. I ta trójeczka usmiechnietych chłopczyków:-)
OdpowiedzUsuńJest poprostu rodzinna atmosfera :)Najwazniejsze ze skarby sa zadowolone :)
OdpowiedzUsuńDwa razy przeczytałam Twojego posta o pięknym i pełnym miłosci życiu cudownej rodzinki.Jesteś wspaniałą Mamą cudownych chłopczyków.Rosną i są szczęśliwe a Wy z nimi.To prawda ,że się nie wysypiasz ale przyjdzie czas na dłuższy sen.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i usciski dla was.
Pieknie piszesz z wielka miłoscia o swojej rodzince jestem mama dwójki dorosłych córek bliżniaczek i starszej córci czyli dokładnie tak jak u ciebie tylko w wersji żeńskiej i wiem dokładnie o czym piszesz tylko kiedyś nie było pampersów i mleka ,które można exspresowo przygotować. Dzieci szybko dorastają ,a te chwile będziesz zawsze mile wspominać najważniejsze jest nastawienie ,a twoje powinno być wzorcem dla młodych mam . Pozdrawiam i życzę dalej takiej wytrwałosci.
OdpowiedzUsuńSuper pozytywna energia, miło się czyta i patrzy. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń