Strony

  • Strona główna
  • Kontakt
  • Obserwuję
  • O mnie
  • Projekt 52
Myszkowy Skarbiec


Saneczkowanie.



I w końcu przyszła! Zimna i słoneczna. Taka, jaką lubię najbardziej. Dookoła biało. Pod butami skrzypi śnieg. Ślubny w domu. Taka okazja może się nie powtórzyć. Szymciu? Idziemy na sanki? Pytam? Dwa razy nie trzeba mu powtarzać! Wczoraj, podczas pobytu u Babci miał przedsmak zabawy. Śnieg nas zaskoczył, nie byliśmy zaopatrzeni w odpowiednie stroje i akcesoria. Chwila na podwórku i trzeba było wracać. Dzisiaj jest inaczej! Sanki przywiezione. Czekają na balkonie! Zaczynamy zimowe szaleństwo.

Dzień 1
Maszerujemy z Szymciem na górki koło bloku. Szymuś zjeżdża bez grama strachu. To jego trzecia zima. Prawdziwy Weteran! Kładzie się na śniegu i robi aniołka. Rzucamy się śnieżkami krzycząc głośno! Jaki szczęśliwy, gdy mnie trafi! Gd buzia już cała czerwona a rękawiczki przemoczone czas wracać do domu. To który Łobuz teraz? Bubuś. Ślubny decyduje. Ubiera go szybko w kombinezon. Ten san, w którym Szymcio zaczynał swoją saneczkarską przygodę. Pamiętam doskonale. Miał wtedy 11 miesięcy i ze śmiechem na cały głos zjeżdżał na pupie. Najmłodszy w rodzinie nie jest jednak taki chętny na zimowe szaleństwo. Po kilku prośbach siada na saneczkach. Pozwala pociągnąć się parę metrów i protestuje. Nie tym razem. No nic. Trudno się mówi.
Jak wszyscy to wszyscy. Grzesiutek bardziej odważny od Braciszka. Siada bez żadnego protestu i z zaciekawieniem rozgląda się dookoła. Z odrobiną strachu w oczach zjeżdża parę razy z najmniejszej górki. Zsiada z saneczek i raczkuje ochoczo po śniegu. Zabawa kończy się dopiero, gdy ten wpadnie za rękawiczkę. Czas wracać do domu.
Ale ie na długo. Odwiedziny Babci doskonałą okazją, by oswoić Bubusia ze śniegiem. Z Mamą i Tata raźniej. Tata sadza na pupie i myk. Bubuś zjeźdża z górki. Raz. Drugi. Trzeci. Na buźce pojwia się uśmiech. Nieśmiały taki. Ale jest!








Dzień 2
Remont wzywa. Jedziemy do Babci. Ale czas dla dzieci jest najważniejszy! Ubieramy całą gromadkę. To naprawdę wyzwanie! Dzisiaj będziemy saneczkować całą rodziną! Pierwszy raz w piątkę. Bubolki w dwójkę na saneczkach. Wspaniały widok! Szymcio dzisiaj dostaje dorosłą wersję. Bez oparcia. Ruszamy! Idealna górka w lesie znaleziona! Są zjazdy! Szymonka i Pchełek w asyscie biegnącego obok Tatusia. Pierwsze wywrotki i głośne 'juhu' wydobywające się z szymusiowej buźki w czasie zjazdów z Mamą. ' Z drogi śledzie, Szymuś jedzie!', krzyczymy wspólnie.




Dzień 3
Dalej biało. Wspaniale! A może by tak pojechać do lasu i pokazać Szymciowi wielką górę. Górę, na której zjeżdżałam w swoim dzieciństwie? Górę, na której nie tak dawno wygłupialiśmy się z wtedy jeszcze nie Ślubnym, zjeżdżając na pożyczonym materacu. Pamiętam. Przyszliśmy ze znajomym po zmroku. Żeby nikt nas nie widział. Cudowne czasy.
Szymuś w tym roku jest już wystarczająco duży, by też z niej zjechać.
Pakujemy wszystko, co potrzebne i jedziemy. Najpierw do babci. Zostawić Dziubeczki. Wy, Myszki jeszcze za malutkie jesteście na takie atrakcje. Pchełki odprawione. Jedziemy dalej. Parking w parku pełny. No tak. Przecież dzisiaj sobota. Cudem udaje nam się znaleźć miejsce. Ruszamy! Szymcio zachwycony siedzi na saneczkach. Obserwuje wszystkich ludzi. Tak ich tu dużo! Na widok góry świecą mu się oczy. Ochoczo bierze moją rękę i ruszamy na górę. W połowie proponuję, że już może zjedziemy. Protestuje.  Chce zjechać z samego szczytu. No proszę. Synek bardziej odważny niż mamusia. Patrzę trochę przestraszona, co się dzieje dookoła. Masa ludzi sprawia, ze jest trochę niebezpiecznie. Jedni startują na górze, drudzy w połowie. Łatwo w kogoś wjechać. No nic. Będziemy uważać. Gotowi? Do startu? Staaaaaart! Krzyczę. Szymcio śmieje sie na cały głos. Jedziemy! Próbuję omijać innych. Ale jest cieżko. Tu lód, tam lód. Hamuję nogami, ale to nie daje zbyt wiele. Ciągle skaczemy na wybojach. Boję sie, żeby nic się nie stało. Za to On jest przeszczęśliwy. Chce zjechać znowu. No dobra. Ale tym razem z Tatusiem. Jeden zjazd i przenosimy ise na bardziej bezpieczne górki. Obserwuje Go. Jest taki szczęśliwy. Uwielbiam sprawiać mu radość. 
Wracamy do babci. Szybka zmiana. Teraz Wy Dziubeczki pójdziecie na saneczki! W inne miejsce. Też z mojego dzieciństwa. Bubulka ciągle przestraszona. Boi się, mimo, że zjeżdża ze mną. Nic na siłę. Jeszcze jesteś przecież malutki, Żabko.
Grzesiutek za to dzielnie zjeżdża. Raz za razem. A to z mamą. A to z Tatą. Idealnie!
Gdy wszyscy już wybawieni to wracamy. Cudnie na dworze ale też cudnie napić się gorącej herbaty. 












Dobrze, jak zima jeszcze da nam okazję do śniegowych szaleństw. A jeśli nie? Nie szkodzi. Mamy przeświadczenie, że tych parę dni wykorzystaliśmy maksymalnie.
Autor: Aneta o 09:18
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w serwisie Pinterest

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Nowszy post Starszy post Strona główna
Subskrybuj: Komentarze do posta ( Atom )

Archiwum bloga

  • ▼  2017 ( 6 )
    • ►  sierpnia ( 2 )
    • ▼  stycznia ( 4 )
      • Chorutek.
      • Prezent na Dzień Babci i Dziadka.
      • Saneczkowanie.
      • Szczęśliwego Nowego Roku!
  • ►  2016 ( 36 )
    • ►  grudnia ( 2 )
    • ►  listopada ( 2 )
    • ►  września ( 4 )
    • ►  sierpnia ( 2 )
    • ►  czerwca ( 2 )
    • ►  maja ( 3 )
    • ►  kwietnia ( 4 )
    • ►  marca ( 5 )
    • ►  lutego ( 7 )
    • ►  stycznia ( 5 )
  • ►  2015 ( 94 )
    • ►  grudnia ( 8 )
    • ►  listopada ( 6 )
    • ►  października ( 7 )
    • ►  września ( 9 )
    • ►  sierpnia ( 5 )
    • ►  lipca ( 3 )
    • ►  czerwca ( 1 )
    • ►  maja ( 9 )
    • ►  kwietnia ( 11 )
    • ►  marca ( 11 )
    • ►  lutego ( 12 )
    • ►  stycznia ( 12 )
  • ►  2014 ( 150 )
    • ►  grudnia ( 15 )
    • ►  listopada ( 14 )
    • ►  października ( 16 )
    • ►  września ( 13 )
    • ►  sierpnia ( 15 )
    • ►  lipca ( 10 )
    • ►  czerwca ( 10 )
    • ►  maja ( 12 )
    • ►  kwietnia ( 10 )
    • ►  marca ( 11 )
    • ►  lutego ( 8 )
    • ►  stycznia ( 16 )
  • ►  2013 ( 17 )
    • ►  grudnia ( 9 )
    • ►  listopada ( 8 )
Obsługiwane przez usługę Blogger.