Nawet sobie Szymciu nie wyobrażasz, ile dajesz radości mamie i tacie. Mimo tego, że wywróciłeś nasze życie do góry nogami, nie wyobrażamy sobie, że mogłoby Cię zabraknąć.
Już ponad dwa tygodnie za nami. Nasz pierwszy tydzień w domku. Dużo gości nas odwiedziło. Dostaliśmy piękne prezenty. To też czas wielu pierwszych razów. Pierwsza kąpiel, pierwszy spacer, pierwsza przeczytana bajka, pierwsze zostawienie synka pod opieką Babci.
Powoli uczymy się, co nasz Skarb lubi a czego nie. Wiemy już, że radość sprawia czyszczenie noska Katarkiem, słuchanie kołysanek, których słuchał jeszcze będąc w brzuszku, zabawy z tatą. W zły nastrój natomiast wprawia psikanie do noska wody morskiej i wstrętne kolki, z którymi próbujemy walczyć. Jestem dumna, że nasz Synuś, pomimo początkowego przymusu karmienia butelką, lubi jednak mleczko prosto z cycusia.
Już nie pamiętam, jak mogliśmy żyć bez naszego Szkraba.
15 lutego, po 8 dobach w szpitalu wyszliśmy w końcu do domku. Mała Żabka pojawiła się na świecie za wcześnie. To był 37 tydzień, ale według pani neonatolog, która oceniała jego stan to Szymuś wyglądał co najwyżej na 34.
Po urodzeniu Okruszek swoje pierwsze dwie godziny życia spędził z mamą i tatą, po czym został zabrany na oddział neonatologii, gdyż pani ordynator neonatologii stwierdziła, że Szymek ma problemy z oddychaniem i utrzymaniem stałej temperatury ciała. Umierałam ze strachu o swoją Kruszynkę. Nie mogłam usiedzieć w miejscu, więc szybko wzięłam prysznic i popędziliśmy ze świeżo upieczonym Tatusiem zobaczyć, co z naszym Maleństwem. A Maleństwo leżało biedne w inkubatorku, z podłączonymi kabelkami monitorującymi pracę serduszka, z tlenem podawanym przez nosek. A obok inne maleństwa krzyczące tak głośno. Nasz Okruszek był zbyt słabiutki, żeby nawet płakać, nie mówiąc już o jedzeniu.
Na drugi dzień z samego rana pobiegłam na oddział noworodkowy pełna obaw, co zastanę. Pozwolono mi przebrać i nakarmić z butelki Szymusia. Zjadł- "całe" 10 ml mleka. I to mleka modyfikowanego i z butelki- a ja tak chciałam karmić piersią. Niestety Szymuś był zbyt słaby, aby ciągnąć z butelki, nie mówiąc o piersi. Chcąc dać mojej Żabce wszystko co najlepsze, zaczęłam odciągać mleko i donosić w porze karmienia. Po południu miła wiadomość- Okruszek może wrócić do mnie na salę. Musimy sprawdzać mu temperaturę, kontrolować ilość zjedzonego pokarmu i dogrzewać. Byłam przeszczęśliwa mając go przy sobie. Tak się martwiłam tym, że on tam taki samiutki musiał być, że przez to stanie się nerwowy, że będzie myślał, że jest sam.
Nasza radość nie trwała jednak długo. Kolejnego dnia przyszedł na obchód pan Doktor, który okazał się być moim kolegą z liceum:) Rozebrał Szymka do naga i zbadał od stóp do głów. Powiedział, że wszystko jest w porządku, zostawił nas, po czym wrócił po godzinie z informacją, że zabiera Szymka na USG. Po godzinie wrócił- bez Szymusia. Poinformował nas, że w trakcie badania wykryto u niego arytmię serduszka i musi zostać na dole. Byłam przerażona. Ta bezsilność, że moje Słoneczko tak cierpi, była nie do zniesienia. Zeszliśmy szybko na dół, aby Dziubek nie czuł się samotny. Przyszedł kardiolog dziecięcy. Zbadał i podczas badania, w tym momencie arytmii nie zauważył. Zlecił kontrolę w poradni za 3 miesiące. Wyjaśnił co i jak. Uff, cieszyłam się- synek wróci do mnie na górę. Jednak nie. Musi zostać. Powód- nie chce jeść. Znowu strach. Widok mojego Maleństwa, dostającego moje mleko prosto do żołądka przez sondę rozdzierał mi serce. Tak bardzo chciałam wyrwać go z tej całej maszynerii i ochronić przed całym światem. To można poczuć tylko przejąć to wszystko na siebie. Moja Żabka miała parę dni a już musiała tyle wycierpieć- począwszy od wenflonów, licznych ukłuć, sondę, samotność wśród ciągle płaczących dzieci.
Na szczęście Maluszek zaczął wypijać mleczko bez sondy i wrócił do mnie do pokoju z zaleceniem karmienia co 2 godziny i kontroli ilości zjadanego pokarmu. Nie mogłam się już doczekać, aż wrócimy do domku. Niestety Szymuś nie przybrał na wadze, a wręcz sporo stracił, więc walentynki również spędziliśmy w szpitalu. Kolejny dzień, kolejne ważenie, serce podchodzące do gardła: czy przybrał? czy nie? Bo jeśli nie to znowu mi go zabiorą. Przybrał! Wychodzimy do domku! Hurra! Nareszcie:)
A dzisiaj? Czym jest szczęście? Szczęście to te dwa i pół kilo, które śpi teraz w swoim łóżeczku, takie bezbronne, maleńkie, patrzące na nas swoimi dużymi, głęboko niebieskimi oczami. Tak mało a tak wiele. Nie sądziłam, że można tak kochać... Oddałabym życie za to Maleństwo. To dopiero 10 dni, a ja czuję, że jest z nami od zawsze.
I jesteśmy tak wdzięczni wspaniałym lekarzom na oddziale neonatologii w Zielonej Górze, pani ordynator- kobiecie, która jest tam dniem i nocą, nieustannie kontrolując stan zdrowia każdego dzieciaczka, oraz cudownym pielęgniarkom- ciociom, które z taką troską i czułością zajmują się wszystkimi dzidziusiami.
8 lutego, w sobotę o godzinie 8:20 urodził się nasz najukochańszy Skarb- Szymuś:) Zrobił nam wielką niespodziankę i jednocześnie napędził ogromnego strachu pojawiając się na świecie 22 dni wcześniej. Na szczęście wszystko jest już w porządku. Jutro wychodzimy do domku, więc będę mogła napisać coś więcej.
...odkąd jesteśmy razem z moim G. jako para. To ponad 1/3 mojego życia. Dziś mamy swoją rocznicę, którą z powodu służby Rybki będziemy świętować jutro i w piątek.
Nie tak dawno był ten zimowy dzień, kiedy stałam się najszczęśliwszą osobą na świecie, bo zaczęłam być z moim wymarzonym chłopakiem. A dzisiaj po tych wszystkich latach nic się nie zmieniło, wręcz przeciwnie. Miałam szczęście, że ktoś taki stanął na mojej drodze:)