W końcu w domku:) Nie ma to jak wybrać się w poniedziałek na zakupy a wrócić w środę. Zemdlałam w sklepie i pogotowie zabrało mnie do szpitala, gdzie miły pan ordynator ginekologii i położnictwa zadecydował, że muszę parę dni zostać. Na szczęście nasz Bąbelek jest cały i zdrowy i za bardzo chyba się nie przejął tym całym zdarzeniem, bo dalej sobie fikał koziołki w swoim mieszkanku:)
Straszne, ile kobiet w ciąży leży na patologii ciąży (niektóre nawet ponad dwa miesiące) i codziennie dochodzą nowe. Ile to trzeba się nacierpieć dla dobra dzidziusia.
Z drugiej strony trzeba szukać pozytywnych rzeczy. Nigdy nie byłam w szpitalu na dłużej niż kilka godzin, a ten pobyt sprawił, że wiem mniej więcej jak to wygląda, czego się spodziewać itp. A więc kiedy przyjdzie mi rodzić naszą Kruszynkę, będę spokojna, bo wiem , że zostanę otoczona miłą opieką, którą zapewniają lekarze i cudowne panie polożne, pracujące w naszym szpitalu:)
Najważniejsze jest Wasze zdrowie, a pobyt w szpitalu to już pikuś :) A jak jeszcze wiesz, że będziesz miała świetną i fachową opiekę to w ogóle nie taki diabeł straszny :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko :)