Strony

  • Strona główna
  • Kontakt
  • Obserwuję
  • O mnie
  • Projekt 52
Myszkowy Skarbiec


Lubię takie dni...

Budzą mnie rano kopniaki w brzuchu, otwieram oczy i uśmiecham się- mały Szymuś obudził się wcześniej. Przytulam się do brzuchem do Rybki i próbuję dalej spać. Przynajmniej staram się, bo i tak wiem, że nie zasnę. Rybka wstaje i się śmieje, że Szymuś jego też pokopał. Jemy śniadanko. A potem robimy to, na co mamy ochotę.

A wczoraj byliśmy na pierwszych zajęciach w szkole rodzenia. G. był jedynym obecnym tatusiem  (co na pewno nie wprawiło go w dobry humor). Ale to chyba wpływ tego, że wybrałam godzinę 12 30, żeby nie blokować miejsc osobom, które pracują i pasuje im tylko późniejsza godzina.
Ogólnie wrażenia pozytywne, ale odniosłam wrażenie, że położna prowadząca zajęcia próbuje za wszelką cenę nastraszyć obecne tam kobiety. Np. że trzeba cały czas zwracać uwagę na to, czy dziecko się rusza i jeżeli nie czujemy ruchów nawet tylko pół godziny to należy od razu jechać do szpitala. Nie dajmy się zwariować. Przecież dzieci w brzuszku też czasem albo w większości śpią. Każda przyszła mama wie, kiedy jej dziecko jest aktywne i to powinno być najważniejszym wyznacznikiem. Pojawiły się też inne formy "straszenia"- tego nie róbcie, tamtego nie róbcie, ogólnie z tego, co słyszałam, najlepiej leżeć i pachnieć i czekać na poród. Śmieszy mnie to, bo mówi się, że ciąża to nie choroba, a z drugiej strony, gdy człowiek słyszy wciąż takie rzeczy, to zaczyna szczerze w to wątpić.
Dostaliśmy za to listę potrzebnych do szpitala rzeczy i okazuje się, że np. dla dzidziusia szpital zapewnia wszystko, jedynie można wziąć chusteczki nawilżane.

Dalszą część wczorajszego dnia spędziliśmy na poszukiwaniach prezentów. Udało nam się co nieco znaleźć i nawet już popakować:)




Autor: Aneta o 10:12
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w serwisie Pinterest

1 komentarz :

  1. Anonimowy18 grudnia 2013 21:35

    Ja też chodziłam z R. na zajęcia do szkoły rodzenia. Jakość uzależniona od położnej która akurat danego dnia prowadziła zajęcia, ale za to odbywały się na terenie szpitala więc mogłam się co nieco z nim oswoić i zobaczyć np. sale porodowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
      Odpowiedz
Dodaj komentarz
Wczytaj więcej...

Nowszy post Starszy post Strona główna
Subskrybuj: Komentarze do posta ( Atom )

Archiwum bloga

  • ►  2017 ( 6 )
    • ►  sierpnia ( 2 )
    • ►  stycznia ( 4 )
  • ►  2016 ( 36 )
    • ►  grudnia ( 2 )
    • ►  listopada ( 2 )
    • ►  września ( 4 )
    • ►  sierpnia ( 2 )
    • ►  czerwca ( 2 )
    • ►  maja ( 3 )
    • ►  kwietnia ( 4 )
    • ►  marca ( 5 )
    • ►  lutego ( 7 )
    • ►  stycznia ( 5 )
  • ►  2015 ( 94 )
    • ►  grudnia ( 8 )
    • ►  listopada ( 6 )
    • ►  października ( 7 )
    • ►  września ( 9 )
    • ►  sierpnia ( 5 )
    • ►  lipca ( 3 )
    • ►  czerwca ( 1 )
    • ►  maja ( 9 )
    • ►  kwietnia ( 11 )
    • ►  marca ( 11 )
    • ►  lutego ( 12 )
    • ►  stycznia ( 12 )
  • ►  2014 ( 150 )
    • ►  grudnia ( 15 )
    • ►  listopada ( 14 )
    • ►  października ( 16 )
    • ►  września ( 13 )
    • ►  sierpnia ( 15 )
    • ►  lipca ( 10 )
    • ►  czerwca ( 10 )
    • ►  maja ( 12 )
    • ►  kwietnia ( 10 )
    • ►  marca ( 11 )
    • ►  lutego ( 8 )
    • ►  stycznia ( 16 )
  • ▼  2013 ( 17 )
    • ▼  grudnia ( 9 )
      • Sylwestrowo - Urodzinowo
      • Nasze święta w obiektywie
      • Lubię święta, kolędy, tą atmosferę, która wypełn...
      • Wczoraj skończył się 30 tc. Nie mogę uwierzyć, że...
      • Tradycje, zwyczaje, obyczaje
      • Lubię takie dni...
      • Jestem zdania, że zakupy w lumpeksie to żaden wst...
      • Zapach świąt, Szymuś zawstydzony, czterokołowiec i...
      • 7...
    • ►  listopada ( 8 )
Obsługiwane przez usługę Blogger.