To były pierwsze święta naszego Okruszka, więc starałam się, żeby wszystko było przygotowane na tip top:) Mieszkanko zostało udekorowane, ciacha popieczone, koszyczek przygotowany. Mąż mój kochany jak zwykle okazał się mieć głowę pełną pomysłów. I wymyślił sobie, że skoro Szymek nic nie będzie mógł zjeść ze święconki w tym roku, to chociaż dostanie poświęconego dydusia. Możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie, gdy w kościele odsłaniam serwetkę, a tam w koszyczku na honorowym miejscu Szymusiowy smoczek z pingwinkiem:)
Śniadanie wielkanocne zjedliśmy u babci Eli w Zawadzie, potem moja Rybka musiała iść do pracy, a ja z Szymusiem wybraliśmy się do drugiej babci na obiad, by wieczorem z powrotem udać się do Zawady w celu ustalenia menu na chrzciny.
Ukochany babci Okruszek. Mój przystojniaczek:-))))))
OdpowiedzUsuńPomysłowy Tata :)
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia :)