Podczas, gdy Mężuś przywoził piasek do Szymusiowej piaskownicy, my spacerowaliśmy sobie po zawadzkim lesie. I podziwialiśmy widoki. I brzozy. Moje ulubione drzewa. Coś jest w tych ich malutkich, migoczących w słońcu listeczkach, że zawsze gdy je widzę to uśmiecham się. I białą korę też uwielbiam. Chciałabym kiedyś mieć domek w lasku pełnym brzóz. Tymczasem czekam niecierpliwie, aż nasze działkowe, sadzone jesienią brzózki urosną. Niestety bóbr, który ostatnio namiętnie odwiedza naszą działkę, też zostal ich fanem. Za każdym razem zetnie sobie parę sztuk. No bo przecież nie ma nic lepszego, niż świeża młoda kora:)
Szymcio też podziwiał, wdychał leśne powietrze i nasłuchiwał śpiewu ptaków. Coś ostatnio nasz Skarbek nie chce spać w ciągu dnia. Nawet na spacerze. Chyba muszę przestać pić kawę. Może to kofeina w niej zawarta sprawia, że Szymusiowe najpiękniejsze oczka nie chcą się zamykać? Chociaż wcale dużo jej nie piję. A może moje Maleństwo też już chce podziwiać i poznawać te wszystkie piękne rzeczy, wśród których przyszło mu żyć?


Śliczności moje:-)
OdpowiedzUsuńPóki nie marudzi na spacerze to jest dobrze :) Poza tym niedługo będzie spał coraz mniej, bo będzie coraz bardziej ciekawy otaczającego go świata :)
OdpowiedzUsuń