Budzik. 5:17. Chwila namysłu. Jeszcze nie. Drzemka. Jedna, druga, trzecia. 6:00. Wstaję. Ale jakaś bez sił. Siadam na kanapie. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć. Liczę. Ok. Już dobrze. Jedziemy na grzyby. Szymuś pod opieką babci. A my ze Ślubnym ruszamy na łowy. Myszko, ile masz? Jak tam? A Ty? Zaczyna się gra. Taka niepisana. Kto więcej zbierze. Gram w nią. Zawsze. Lubię w nią grać. Choć wynik jest z góry znany. Ślubny znajdzie grzyby wszędzie. Nawet jak ich nie ma:)
Szymcio pomaga tacie. Jedziemy na ryneczek. Czekamy na gości. Wizyta szalonej cioci z torbą słoiczków. Szymcio z zaangażowaniem oglądający bajki. Spacer. Zabawy. Wizyta u drugiej babci. Bajka na dobranoc. I Szymuś. Odwzajemniający mój uśmiech przed zaśnięciem. Swoim uśmiechem. Tym cudownym. Z języczkiem na wierzchu. Taki spokojny. Ze szczęściem wypisanym w oczkach. Mój kolejny cudowny dzień. Moje maleńkie chwile szczęścia.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz