Już miesiąc minął odkąd zaczęliśmy wprowadzać Szymciowi nowe pokarmy. Ile ja sie naczytałam o rozszerzaniu diety. W jednych źródłach pisano tak, w innych inaczej. Tyle tabeli. Ciężko było sie w tym połapać. Schematy. Dla karmiących piersią. Dla karmiących mm. A czemu nie ma dla karmiących w sposób mieszany? Jak to ugryźć? Co z glutenem? Jak dodawać? Do czego? Pół łyżeczki kaszy manny? Ale to ma być ugotowana czy nie? Dawać słoiczki? Nie dawać?
Uff. Jedne mamy mają takie zdanie. Drugie inne. Jedne robią tak, inne inaczej. Jedne zaczynają wcześniej rozszerzać dietę, inne później. Każdy ma prawo mieć odmienne zdanie. Co nie znaczy, że gorsze. Dlatego daleko mi do krytykowania. Bo jest coś, co wszystkie te mamy wiąże. Każda chce przecież jak najlepiej dla swojego dziecka. Mam świadomość, że może popełniam błędy. Jedno jest pewne. Chciałabym, aby Szymuś jadł zdrowe, urozmaicone posiłki. Chcę sprawić, aby jedzenie było dla niego przyjemnością.
Postanowiłam więc pisać, jak to wyglądało i wygląda u nas. Może to komuś pomoże w ogarnięciu tematu?
__________________________________________________________________________________________
Kiedy zacząć? Schematy są dwa. Po 4 miesiącu w przypadku karmienia mm, a po 6 w przypadku karmienia piersią. Nikt nie stworzyl schematu dla dzieci karmionych jak mój Szymuś w sposób mieszany. Musiałam więc zaufać swojej intuicji.
Na wakacjach zauważyliśmy, że Szymusia zaczęło interesować jedzenie. Przyglądał się wszystkiemu, co zjadaliśmy. Wręcz na widok niektórych rzeczy cały się trząsł, próbując dotknąć je rączkami. Obserwował też nasze buzie. I widząc, jak jemy, sam zaczął naśladować usteczkami te same ruchy:) Biorąc pod uwagę to oraz fakt, że w pożywieniu Szymusia zaczeło dominować mleko modyfikowane podjęłam decyzję, że to już czas. I tak w ten sposób Szymuś 6 dni przed ukończeniem 5 miesiąca życia rozpoczął swoją jedzeniową przygodę.
Postanowiłam sama gotować Szymusiowi wykorzystując fakt, że mamy lato i można bez problemu zdobyć świeże warzywa i owoce. Nie bez znaczenia było też to, że sami posiadamy co nieco na naszej działce. Oczywiście zdarza mi się wyjątkowo korzystać z tzw. słoiczków. Czasem nie mam możliwości ugotowania, a czasem po prostu mi się nie chce. Nie robię jednak z tego wielkiej tragedii.
Rozszerzać dietę zaczęłam powoli. Nie chciałam się spieszyć. W ten sposób Szymuś jako pierwszą dostał ugotowaną własnoręcznie marcheweczkę z dodatkiem oliwy z oliwek w ilości około 3 łyżeczek. Przez kolejne dwa dni zwiększałam tę ilość. Powoli do marchewki dołączył ziemniaczek, dynia, cukinia, pietruszka, fasolka szparagowa, kalafior EDIT: i buraczek. A z owoców jabłuszko gotowane, świeże jeżyny i jagody. Tak wygląda to do dzisiejszego dnia. Obyło się bez jakichkolwiek rewelacji. Szymuś każdy nowy smak wita ze zdziwieniem na twarzy, by po chwili z apetytem się zajadać. Wszystko mu smakuje. Zdarzają się oczywiście gorsze dni, gdy nie chce jeść i wszystko wypluwa. Ale nie robię z tego problemu. Nie zmuszam. To ma być przecież przyjemność. Przyjemność smakowania.
A jak to jest u Was?
A buraczek?
OdpowiedzUsuńI buraczek. Zaraz dodam:)
Usuń