Jestem kolekcjonerką. Lecz nie kolekcjonuję przedmiotów. Do nich nie mam sentymentów. Nieużywane szybko lądują w śmietniku. Jestem kolekcjonerką wyjątkowych chwil. Tych których wyjątkowość kryje się właśnie w ich zwyczajności. Mój komputer jest cały nimi przepełniony. Podobnie karta w aparacie. Z nimi nie umiem się rozstać. Do nich wracam. One mnie zachwycają. Odkąd stałam się potrójną mamą tych momentów jakby jeszcze więcej. Tych ulotnych chwil, które łapie gdzieś pomiędzy prasowaniem, praniem, karmieniem i gotowaniem. Wciąż uczę się je zauważać. I cieszyć się nimi. Lubię się nimi dzielić. Może sprawią, że ktoś zauważy, zrozumie, że tak naprawdę szczęście tworzymy sami. Szczęście to nie te wielkie rzeczy, które często wydają się takie nieosiągalne. Szczęście to te momenty. To ten śnieg, który On widzi dopiero drugi raz w życiu. I to mnie spotkał ten zaszczyt, by Mu go pokazać. I obserwować Jego reakcję. To ta kawa wypita z ulubionego kubka. Ciasto zjedzone w miłym towarzystwie. To ten obiad, który przywiozła Mama/Babcia. Dzięki któremu mogłam spędzić więcej czasu z moimi Chłopakami. To możliwość obserwacji, jak rosną. Jak się zmieniają. I ten hiacynt, co zaraz zakwitnie. I przypomina, że zaraz znowu wiosna. To też przecież szczęście. Moje życie. Takie nudne. A ja tak po prostu uwielbiam tę nudę.




















Brak komentarzy :
Prześlij komentarz