Jestem mamą. Z prawie siedmiomiesięcznym stażem. Przed pojawieniem sie Szymcia wiele osób mi mówiło różne rzeczy. Bym wypoczywała, bym robiła to, na co mam ochotę. Bo potem nie będzie na to czasu. Że wtedy tylko dziecko i nic więcej. Słuchałam, słuchałam i smutno mi było to słyszeć. Czy to, że będę mamą, znaczy, że już nic nie mogę? Nie. Powiedziałam sobie wtedy. Nie chcę się zamienić w jedną z tych smutnych mam. Tych mam, które swoje marzenia, które swoje przyjemności zatraciły gdzieś pomiędzy karmieniem a prasowaniem pieluch. Tak sobie postanowiałam od początku, że sama muszę zadbać o siebie. Żeby nie być mamą przygnębioną, a mamą radosną. I wiecie co? Da się! Mam czas na przeczytanie książki. Czas na pobuszowanie po sklepach. Czas na pójście do kosmetyczki. Czas na zadbanie o siebie. Czas na przyjaciól. I czas na marzenia. Tych jest wiele. Na razie takie cicho wypowiadane przed snem, do poduszki. Ale kto wie?
Staram się być dobrą żoną i mamą. Taką pogodną, zawsze uśmiechniętą. Walczę więc o te chwile tylko dla mnie. I Szymcio ma zadowoloną, uśmiechniętą mamę. Mamę, która dzięki macierzyństwu nic nie straciła, a zyskała więcej, niż mogła wymarzyć. Mamę, która może uczyć swojego cudownego chłopczyka radości z życia, bo sama jest szczęśliwa.

Tyle mądrych słów padło w tym poście, tyle radości w kilku zdaniach....Tak trzymaj córeczko. Bardzo Was kocham i bardzo z Ciebie jestem dumna:-)
OdpowiedzUsuń