Wychodzę z pokoju. Słyszę jak małe rączki i kolanka przesuwają się szybko po podłodze. Raz dwa raz dwa. To Chłopczyk mój biegnie sprawdzić, gdzie jestem. Ciekawie zagląda, siada i bawi się spokojnie dalej.
Wychodzę do toalety, zamykam za sobą drzwi. Słyszę mamamama i znowu te cudne odgłosy raczkowania. Wspina się po drzwiach i stoi przy nich. Czeka popłakując aż wyjdę. Przytula się i już wszystko dobrze.
Jesteśmy w nowym miejscu. Bawi się grzecznie. Ale kątem oka obserwuje, czy ja jestem obok. Przychodzimy w odwiedziny. Ktoś, kogo długo nie widział bierze na ręce. Odwraca głowę, wyciąga te swoje maleńkie rączki w moją stronę. To na moich rękach chce się znaleźć. Przytula się do mnie tak mocno. Tak, żeby każdy widział, że to tu mu jest najlepiej.
Niesamowite. Niewiarygodne. Może mieć wszystko koło siebie. Ale, gdy zniknę to wszystkie te rzeczy są bez znaczenia. Przy mnie czuje się bezpieczny. Potrzebuje mnie. Potrzebuje mojej obecności. Mojej bliskości. Taki malutki. A tak mocno ze mną związany.
Oj- niestety to prawda. Sprawdziłam na sobie:-) Babcia jest kochana, można się z nią fajnie bawić, ale tylko pod warunkiem, że w zasięgo wzroku jest ta najważniejsza osoba- Mama:-)
OdpowiedzUsuńU nas jest identycznie, wszędzie dobrze, ale obok musi być mama :)
OdpowiedzUsuńPiękne to jest, szkoda,że dzieci tak szybko rosną. Dobrze,że miłość zostaje dalej...Pozdrowienia serdeczne!
OdpowiedzUsuń