Przyszła niespodziewanie. Opatuliła w nocy po cichutku wszystko śniegiem. Przysporzyła dużo radości swoim wyglądem. I dała coś jeszcze. Coś więcej. Możliwość przeżywania kolejnych pierwszych razów. Pierwszy śniegowy spacer. Pierwszy bałwanek. Pierwsze burzenie tego bałwanka. Pierwsze tarzanie się w śniegu. I zjazd na pupie z małej górki. Też pierwszy. I chociaż w ręce zimno trzeba było wszystko utrwalić. Przecież te chwile już się nie powtórzą. Szymcia zachwyt i nasze wzruszenie. Zima. Właśnie taką ją lubię.
Cudownie, pięknie, zachwycająco:-)
OdpowiedzUsuń