Od soboty jestem słomianą wdową. Ślubny sie szkoli. A my z Szymusiem chociaż tęsknimy, to wspaniale spędzamy czas. Marzyły mi się takie dni, jak dwa ostatnie. Dni, kiedy z rana pierwszą rzeczą, ktorą usłyszę nie jest piosenka 9 crimes. Nastawiona jako dźwięk budzika. Lecz śpiew ptaków za oknem. Marzyły mi się takie poranki gdy wstaje, bo się wyspałam. A nie dlatego, bo znowu trzeba gdzieś pędzić. Szymciowi też były potrzebne. Bo spał do 8/9. Wymarzyłam sobie te dni. Całe z Nim. Dni na powietrzu. Na spacerach po ulubionym parku. Na kocyku. Na polance. Z Szymciem goniącym beztrosko za piłką. Z pełną swobodą. Bo dookoła przestrzeń. Duża przestrzeń. Czas spędzony na placach zabaw. Buty pełne piasku. Zachwyt nad moim Synkiem. Najwspanialszym. Kawa. Czytanie na balkonie. I ten obiad. Najprostszy. Najlepszy. Młode ziemniaki, jajko sadzone i mizeria. Czy coś może smakować lepiej? Przytulanie i gilgotki do późnego wieczora. Tak niewiele. Akumulatory naładowane. Tak bardzo były mi potrzebne takie dni.
















Wyglądacie na szczesliwych,Szymus ma sliczne kapcie,mam pytanie gdzie mozna nabyc taka filizanke do kawy,bardzo mi się podoba.Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa. Filiżanka zakupiona w Empiku. Pozdrawiam serdecznie:)
Usuń