Pamiętam tą sobotę jakby była wczoraj. Była tak piękna i słoneczna. Taka sama, jak dziś. 8 luty. Data, jak wiele innych. Kolejny dzień mijającego roku. Nie dla nas. Dla mnie i Ślubnego wyjątkowa. 0 8:20 zostaliśmy rodzicami najcudowniejszego chłopczyka.
8.02.2016.
Dwa lata później. 6:48. Wynurza się z pokoju trzymając w ręku prezent. Śmieciarkę, o której tak marzył. To nic, że z prezentem został popełniony dwa dni wcześniej falstart. Zapomniałam zamknąć swoją szafę. To nic. Dzisiejsza radość jest równie wielka. 'Łał, Mama !'- mówi. Pokazuje paluszkiem na balony i girlandę. W oczach zachwyt. Całym sobą pokazuje radość. Skąd jej tyle w tym małym dwuletnim ciałku? Opłacało się zarwać tą nockę. I dwie i trzy bym zarwała, by tylko móc ją zobaczyć.
Jemy śniadanko. Z pracy wraca Tatuś. Wciąż zerkam na zegarek. Jest! 8:20! Podchodzę i ściskam mocno. Słowa wydają sie byc zbędne. Idziemy do pokoju. Wyciągamy auta i bawimy się nimi. Tatuś zabiera Szymcia, by załatwić sprawę w banku. Dwa dni wcześniej bankomat zjadl tatusiową kartę. Ja przygotowuję babeczkę. Moi mężczyźni wracają. Szymuś będzie zaraz dmuchał świeczki. Dwie. Uśmiecham sie do siebie. Przeciez rok temu jeszcze musiałam to robić za niego! Przecież rok temu dopiero co zaczynał dreptać. A dziś biega jak szalony po całym domu. śpiewamy Sto Lat! Wyciągam z lodówki galaretki. Co tam! Dzisiaj chcę, by miał wszystko, co uwielbia. Siadamy w trójkę przy szymusiowym stoliku. Zajadamy się. Szymcio zjada całą swoją. A potem mówi, że ta była Tatusia. Przysuwa do siebie więc drugą. By ją też zjeść ze smakiem. Bawimy się. Jubilatek chyba z nadmiaru wrażeń szybko udaje się na drzemkę. A jaką ma miłą pobudkę! Babcia kuca przy łóżeczku z prezentem.
Chcemy spędzić czas wyjątkowo. Zabierzemy Szymcia pierwszy raz do kina. Postanowione! I znowu ten zachwy. Łał! Które tak uwielbiam słyszeć. Dzielnie ogląda całą bajkę, biegając od czasu do czasu po sali. Uśmiech nie schodzi z Jego twarzy. Wracamy do domu, by bawić się dalej. By spełniać dzisiaj wszystkie Jego żyćzenia. A On tak niewielke potrzebuje. Tylko tego czasu spędzonego znami. Mama zostaje koniem i pieskiem a dla niego to pełnia szczęścia. Wyciągam farby. Kolejny prezent. Szymciowi podoba się ta zabawa. Wspólnie tworzymy arcydzieło godne Picasso. Ile przy tym śmiechu! Odwiedza nas druga Babcia. I na koniec dnia jeszcze nowa bajka o misiu i motylkach. Przeczytana z Tatusiem w łóżeczku. Zasypia z uśmiechem na twarzy. Tym samym, z którym wstał. I tym samym, który mu towarzyszył cały dzień. Cel osiągnięty!
8.02 2014
8:20. Było już po wszystkim. Chociaż dopiero wszystko się zaczęło. Tamtego ranka dowiedziałam się, jakie szczęście mnie spotkało. Nie wiedziałam wcześniej, że można kochać za nic. A jednocześnie najmocniej.
Nasz Mądralek. Urwis! Biega. Skacze. Wchodzi na wszystko, na co tylko wejść można. Śmieje się, Tańczy. Śpiewa. Taki nasz. Calutki, calusieńki. Pojawił się dzisiaj na świecie. Dokładnie dwa lata temu. Sto latek Żabeczko!






















Szymonku bądź zawsze szczęśliwy :)
OdpowiedzUsuńKochac za nic.....pieknie napisane. Wszystkim tego zyczę.
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego Szymciu :)
OdpowiedzUsuńŁał cudne urodzinki.Szymcio bądż zawsze taki radosny i taki kochany.Jesteś cudnym chłopczykiem.
OdpowiedzUsuńKochać za nic...tak i zawsze.
Pozdrawiam.