Dzień rozpoczęty pysznymi goframi domowej roboty musi być udany. Przede mną mnóstwo pracy. Jutro wielkie święto. Na szczęście jest plan. Na kartce kalendarza spisany punkt po punkcie. I punkt po punkcie odhaczany. To jest. To zamówione. To zrobię dzisiaj. Uwielbiam, jak przybywa tych haczyków. Dziadkowie przybywają do pomocy. Trzeba pojechać po balony i przemycić je tak, by Szymcio nie zauważył. Ufff! Udało się! Żebym tylko pamiętała, by nie otwierać szafy z ubraniami!
Gdy wszystko załatwione to czas na kawę. Ta od Mamy/Babci jest najlepsza. Wciąż się zastanawiam jak Ona to robi, że po dolaniu mleka wciąż jest gorąca. Mi zawsze wychodzi letnia. Szymcio grzecznie bawi się w domu. Tyle miejsca ma do zabawy. Ale już wyczaił, że najwygodniejszy jest fotel. Mój wymarzony fotel. Mój spóźniony urodzinowy prezent.
Za oknem pięknie. Nie ma co marnować czasu. Idziemy na spacer! Babcia pcha wózek z Pchełkami. Ja drugi. Z Szymciem. Dziubeczki pięknie śpią. Spacerujemy po osiedlu. Ale co to byłby za spacer bez placu zabaw? Zjazdy samochodowe ze ślizgawki zaliczone. Zabawa w piasku była. Huśtanie też. Szymcio pozwala nam wracać. Dzień mija nie wiadomo kiedy. Jak zawsze u nas. Szymcio grzecznie śpi. Babcia bohaterka ululawszy dwójkę na raz wraca do siebie. A ja włączam po cichu radyjko i biorę się do roboty. W głowie cel. "Mama! Łał!'. Chcę, by Szymcio swój jutrzejszy dzień rozpoczął właśnie tymi słowami.



















Brak komentarzy :
Prześlij komentarz