Dziś nie tylko żegnam stary rok. Jest coś jeszcze. Dziś mam urodziny. Nie byle jakie urodziny. Okrągłe. Trzydzieste. Czy to dużo czy mało? Dla każdego inaczej. Kiedyś bałam się tej liczby. Trójka z przodu przerażała. A dziś? Strach minął. Dobrze mi tu. Tu, gdzie jestem. I z tym jaka jestem też.
A jaka jest trzydziestoletnia Aneta? Ciężko samemu o sobie pisać. Bardzo ciężko. Ale spróbuję. Lubię ład wokół siebie. Kiedy wszystko jest uporządkowane, poukładane. Tylko wtedy mogę odpocząć. Bałagan wokół mnie równa się bałaganowi w mojej głowie. A tego nie lubię. Strasznie. Tak więc sprzątam. Często. Ślubny uważa, że zbyt często. No cóż. Nic na to nie poradzę. Wszystko w moim domu musi być poukładane. Książki też. Od największej do najmniejszej. Równo w rządku. Pamiętam takie sytuacje jeszcze z czasów szkolnych. Gdy w moim zeszycie pojawiło się jakieś skreślenie, błąd, krzywa linia, to zeszyt był przepisywany. W całości. Musiało być wszystko idealnie. I tak jest wciąż. Jestem estetką. Lubię jak jest pięknie. Gdy jedzenie jest ładnie podane, łóżko zaścielone a w wazonie świeże kwiaty. Cieszy mnie woda podana z cytryną i miętą w szklance ze słomką. Tak samo, jak ładnie zapakowany prezent. Lubię piec. To jest chyba ta dziedzina, w której mogę się wyżyć artystycznie. Innych uzdolnień niestety brak.
Mam dużo kompleksów. Czasem mam wrażenie, że jestem jednym wielkim chodzącym kompleksem. Gdyby ktoś kazał zgłosić się osobie o niskiej samoocenie to pierwsza podniosłabym rękę. Chociaż nie. Podniosłabym ją tak, żeby nikt nie widział. Nie lubię być w centrum uwagi. Nie lubię, gdy wszyscy na mnie patrzą. Często nie wierzę w siebie. W swoje możliwości. Często mi się wydaje, że tego nie umiem, że to mi się nie uda. Że ktoś będzie lepszy. Nie lubię patrzeć w lustro. Tak mam. Chociaż ostatnio zastanawiam się dlaczego? Nawet jeśli nie mam figury i wyglądu modelki, to przecież nie to jest najważniejsze. Mam inne zalety. Dużo zalet.
Jestem szczęśliwą kobietą. I cierpliwą mamą. Co jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Bo jak to? Ja? Pierwszy nerwus w całej rodzinie ma tyle cierpliwości? Mam. I jestem z tego dumna. Nie krzyczę. Mówię spokojnym tonem. Często przytulam, całuję, bawię się. Tworzymy z Szymciem dobrą drużynę. I żoną chyba też jestem dobrą. Chociaż czasem zbyt krzykliwą. I kłócącą się o nieistotne rzeczy z Mężem. Wiem. Ale się staram. Małżeństwo to ciężka praca.
No i w pracy też chyba nieźle mi idzie. Skoro uczniowie nawet po zakończeniu szkoły chętnie mnie odwiedzają i spotkani na ulicy zagadują... To chyba fajna ze mnie osoba.
Dzisiaj. W dniu swoich trzydziestych urodzin. Czuję się szczęśliwa. Wciąż marzę. I wciąż spełniam swoje marzenia. Tyle rzeczy chciałabym jeszcze osiągnąć. Tyle zrobić.
A życzenia? Pewnie, że jej mam. Chciałabym zawsze czuć się tak spełniona, jak teraz. W każdej ze swoich ról. W roli żony, mamy, ale przede wszystkim kobiety.


Wszystkiego najpiękniejszego :) I zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Asiu:) Masz rację, zdrowie jest najważniejsze.
UsuńI taką kocham Cię najbardziej córeczko:-)
OdpowiedzUsuń