Pamiętam zeszły grudzień. Z fikającym w brzuszku Szymusiem piekliśmy pierniczki. Trzy dni pieczenia. Trzy rodzaje pierniczków. I wśród nich te idealne. Upieczone właściwie przez przypadek. Z ciasta zagniecionego miesiąc wcześniej na piernik staropolski. Wyszło go za dużo i nadmiar zamienił się w najpyszniejsze pierniczki pod słońcem. To był strzał w dziesiątkę! Pamiętam jak myślałam sobie wtedy, że już za rok i Szymcio weźmie udział w tej naszej małej tradycji. Nie mogłam się doczekać. I jest! Kolejny rok. Szymuś po drugiej stronie brzucha. Garnący się do roboty. Dzielnie pełniący rolę nadzorcy piekarnika. Ciasta dwa razy więcej. Z głośnika słychać kolędy. Korzenny zapach unosi się po całym mieszkaniu. A ja? To chyba pierwszy raz, kiedy aż tak nie mogę się doczekać świąt.
O tegorocznym pierniczeniu
Pamiętam zeszły grudzień. Z fikającym w brzuszku Szymusiem piekliśmy pierniczki. Trzy dni pieczenia. Trzy rodzaje pierniczków. I wśród nich te idealne. Upieczone właściwie przez przypadek. Z ciasta zagniecionego miesiąc wcześniej na piernik staropolski. Wyszło go za dużo i nadmiar zamienił się w najpyszniejsze pierniczki pod słońcem. To był strzał w dziesiątkę! Pamiętam jak myślałam sobie wtedy, że już za rok i Szymcio weźmie udział w tej naszej małej tradycji. Nie mogłam się doczekać. I jest! Kolejny rok. Szymuś po drugiej stronie brzucha. Garnący się do roboty. Dzielnie pełniący rolę nadzorcy piekarnika. Ciasta dwa razy więcej. Z głośnika słychać kolędy. Korzenny zapach unosi się po całym mieszkaniu. A ja? To chyba pierwszy raz, kiedy aż tak nie mogę się doczekać świąt.
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(
Atom
)

To prawda święta z dziećmi są o wiele bardziej magiczne :) Buziaki dla Szymcia
OdpowiedzUsuń