Torebka spakowana. Żakiet i bluzka wiszą wyprasowane na wieszaku. Poniedziałek. 20 kwietnia. Wracam do pracy. Po dwudziestu dwóch miesiącach spędzonych w domu. Kończy się jeden z najpiękniejszych etapów w moim życiu. Staram się myśleć pozytywnie. To przecież na razie tylko poniedziałki i piątki. Dwa dni w tygodniu. Po 8 godzin z dojazdami. A i Szymcio nie zostaje z nikim obcym. Tylko z Tatusiem. A jak Tatuś będzie pracował to z Babciami. O to się nie martwię. Wiem, że Ślubny i Babcie sobie doskonale poradzą. A jednak mimo to ogromnie się boję. Jak to będzie? Mój mały Szymonek będzie tyle godzin beze mnie? Tyle wspólnych chwil stracę. Tyle uśmiechów. Tyle nowych umiejętności. No i ta wizja jazdy samochodem. Ściska coś tam w środku i nie chce odpuścić. Ale przecież musi być dobrze. Na pewno Szymcio szybko zaklimatyzuje się w nowej rzeczywistości. Gorzej ze mną. Najlepszym przyjacielem w poniedziałki i piątki na pewno będzie telefon. Jak to dobrze, że nie mam limitów rozmów i smsów.
To już pojutrze. Trzymajcie proszę kciuki.
Trzymam mocno :) Dobrze, że to dwa dni, a nie np pięć :)
OdpowiedzUsuń