Weekend. Właśnie taki jaki lubię. Spokojny. Bez pośpiechu. Sobota. Mama. Tata. Najpiękniejszy głosik dobiegający z łóżeczka. Najmilsza na świecie pobudka. Poranne zakupy na ryneczku. I pyszne śniadanie. Kwiaty na stole. Tak niewiele mi trzeba, by zrobiło się milej. Radość tego starszego Pana, co całe serce w te bukieciki wkłada. Tyle dobrego za całe trzy złote. Szymcio niosący swoje buciki, by szybko pójść na dwór. Ciągnący za sobą rowerek. Mój kolarz wspaniały. Znowu mnie zaskoczył. Kto to widział, by taki szkrab zasuwał na rowerku z górki. Bez grama strachu. Z uśmiechem na twarzy. Jeden raz. Drugi. Trzeci. I piętnasty. Nie do zdarcia ten nasz Dziubeczek. Drzemka. Wykorzystana maksymalnie. Małosolne w słoiku. Desery w lodówce. No i szybka decyzja. Dziś na obiad faszerowana papryka. Pycha! Po raz kolejny słyszę Mama. I widzę te wesołe oczka, gdy wchodzę do pokoju. Czas na wspólną zabawę. Czytanie książeczek. Pierwsze rysunki. I już Tatuś wraca do nas. A wraz z Nim jeszcze większa radość Szymcia. Są i goście. I sobota mija.
Niedziela. Cała dla nas. Dla naszej trójki. Jest plan. Spacer po deptaku. Wczoraj przecież zaczęło się Winobranie. Ale najpierw szybkie zakupy. Szymcio wyrósł ze wszystkich cieplejszych rzeczy. Czapeczka by się przydała. I kamizelka też. Wszystko zakupione. Można spacerować. Lecz ten spacer okazał się być bardzo krótki. Deszczyk szybko pogonił nas do domu. Trudno. Grzejemy się ciepłym rosołkiem. Rozpieszczamy sernikiem. Jest czas na parę pamiątkowych zdjęć brzusia. I na szybki spacer z rowerkiem też jest czas. Wizyta kolejnych gości wprawia w dobry humor. Ale w jeszcze lepszy brzuszkowe harce Grzesia i Kubusia. Weekend mija szybko. Znowu setki zdjęć w aparacie. Znowu setki wspomnień.

































Jakie śliczne rysunki:-)
OdpowiedzUsuń