To był dobry tydzień. Wycisnęliśmy z niego tyle, ile było możliwe. Pogoda też była bardzo łaskawa. Jaki piękny ten tegoroczny wrzesień! Tak mocno zachęca do spędzania czasu na świeżym powietrzu. A nas długo nie trzeba namawiać. Nie ma przecież piękniejszego widoku od dziecka. Cieszącego się z każdego najmniejszego odkrycia. Nic nie jest lepsze od kładzenia się wieczorem spać. Zmęczonym jak nie wiem co. Ale z tą satysfakcją z dobrze spędzonego dnia. Ze wspomnieniem iskierek radości w szymusiowych oczkach.
Był więc czas z dziadkami. Spacery po parku z obowiązkowym karmieniem gołąbków. Czas na placach zabaw. Spacer po Ogrodzie Botanicznym. Harce na podwórku u drugiej Babci. Czas na jedzenie owoców prosto z krzaczka. I czas na bycie pomocnikiem Tatusia też. I niedzielny, wyjątkowy czas. Ze świeżym rosołem. Z ponad 20-kilometrową wycieczką rowerową. Tą to na pewno na długo zapamiętają moje dolne wystające części. Ale to nic! Nagroda w postaci ulubionych lodów zrekompensowała wszystko. Ślubny, to kiedy następna wyprawa?


















Cudny ten Wasz Szymcio, a Chłopaki szybko rosną! :)
OdpowiedzUsuńDziękujemy:* A że chłopaki szybko rosną to fakt. Niedługo będzie brzuch, długo długo nic i ja:)
OdpowiedzUsuń