6:30. Pobudka. Wstaję. Szybki prysznic doskonale dodaje energii do działania. A może upiec jakieś ciasto? Rekonesans zawartości lodówki. Jest wszystko na ostatnio ulubioną szarlotkę. Szybko myk i ciasto już w piekarniku. Jeszcze tylko szybkie ogarnięcie kuchni.
Nagle z drugiego pokoju wychodzi Szymcio. Mama- woła słodkim głosikiem i szybciutko tupta na tych swoich bosych stópkach, by się przytulić. Robię mleczko dla mojego urwisa. Wypija szybciutko leżąc jeszcze pod ciepłym kocykiem. Oddaje mi pustą butelkę i leci po ulubiony ostatnio samochód. Żółtą koparę. Blblblblbl Baba mówi z dumą pokazując a niego. Jak doskonale pamięta kogo a niego naciągnął. Chwilka zabawy i ubieramy się. Wędrujemy do piekarni po świeże bułeczki. Szykuję śniadanko. Dziś znowu piękna pogoda. Korzystamy więc z przyjemności jedzenia na balkonie. Szymcio grzecznie wsuwa całą swoją porcję. Czas na porządki. Szymcio najwspanialszym pomocnikiem mamy. Zawsze chętnie pomoże w odkurzaniu. Gdy mieszkanie już ogarnięte, można iść łapać ostatnie letnie promienie. Kierunek- plac zabaw. Duma mnie rozpiera, bo już umie sam wchodzić po drabine. Tylko raz mu pokazałam. Taki sprawny jest nasz Bąbelek. Ślizgawka i ie atrakcje zaliczone. Krowa pobujana. Czas więc wracać do domu. Mama eoeoeoeo- woła -pokazując paluszkiem na komputer. Bajka o wozie strażackim i ciuchci to nieodzowny element każdego dnia. Oczka są jednak tak zmęczone, że na bajce zasypiają. Idealnie! Odpoczywam chwilkę przy kawie i pierniczku. I biorę się za ciasto na pizzę. Szymio budzi się. Wcina cała miseczkę zupki. A zaraz po tym wraca ukochany Tatuś. Szymcio przeszczęśliwy. Zaraz pójdzie na kolejny długi spacer. Tym razem z Tatusiem. Mama pomaga w nauce sympatycznym braciom. Po dwóch godzinach wracają moi mężczyźni. Szymcio wyczerpany,ale przeszczęśliwy. Zasypia szybciutko. Jest więc czas dla nas. Dla żony i męża. Z pyszną cieplutką pizzą i muzyką w tle. Dzień jak co dzień. Nic szczególnego. Ale ja właśnie te zwykłe, najzwyklejsze dni lubię najbardziej.

















Mój Maleńki, pracowity człopczyk. I wcale nie naciągnął Babci na koparę, tylko tak słodko na mnie spojrzał. Nie sposób było odmówić.
OdpowiedzUsuń