Strony

  • Strona główna
  • Kontakt
  • Obserwuję
  • O mnie
  • Projekt 52
Myszkowy Skarbiec


O dniu, takim jak dziś










7 rano. Dostaję buziaka od Ślubnego. Idzie do pracy. Życzę mu udanej służby. Odwracam się na drugi bok. Tak mi się chce spać. Szymuś chyba to wyczuwa. I budzi się. Słyszę marudzenie. Szymciu! Daj mi chociaż 5 minut! Nie daje. Nie mam siły wstać z łóżka. Nic mi się nie chce. Wstaję. Szykuję Misiowi mleczko z kaszką. Karmię. No, to teraz może troszkę jeszcze pośpimy. Coś źle się czuję. Gdzie tam! Chłopczyk mój ma inne plany. Wstaję. Kawa nie pomaga. Tak ciężko wziąć się w garść. Najchętniej leżałabym cały dzień.

W planach wyjście na miasto. Sprawdzam autobus. Zaraz będzie.Szybkie ubieranie. Już mam wychodzić. Ale nagle coś mi słabo.  Nie. To zły pomysł. Zbyt kiepsko się czuję. Wychodzimy tylko do sklepu i na pocztę. Wracamy. Zaraz pora szymusiowej drzemki. Zrobię wtedy to, co zaplanowałam.  Dziś wtorek- dzien prasowania i sprzątania łazienki.

Szymuś marudny. To chyba po wczorajszej szczepionce. Zmęczony, ale spać nie chce. Nic nie pomaga. Ani noszenie na rękach, ani przytulanie, ani zabawa. Zawodzi nawet piosenka o jagódkach. Już nie wiem, jak mam go uśpić. W końcu zasypia. Robię sobie kawę, skubię parę winogron. Nawet śniadania nie chce mi się robić. Mija 5 minut. Z drugiego pokoju dochodzi ciche kwilenie. Szymuś nie zamierza spać. Mimo zmęczenia. Bawić się też nie chce. Dwoję się i troję. Nic nie pomaga. W końcu zasypia. Jest 14. Biorę się do roboty. Prasuję dwie rzeczy. Znowu płacz. No tak. Po co w ogóle wyciągąlam tą deskę. W domu bałagan. Nie mam kiedy posprzątać. A ja tak strasznie nie lubię bałaganu. Miał być dobry obiad. Sałatka i muffinki. Zamiast sałatki jem frytki. Z piekarnika. Nic innego nie mam czasu zrobić. Szymuś nie pozwala. Wychodzę na balkon. O! Może Szymcio pobawi się na macie. Nie! Znowu płacze. Podchodzę! Przytulam do niego głowę. Nagle słyszę śmiech! Przytulam jeszcze raz, znowu śmiech. Śmieje się! Na cały głos. A mi się buzia uśmiecha! W końcu wróciła mój Śmieszek. Bawimy się. Szymcio w świetnym humorze. Czas na deserek. Zjada ochoczo wszystko. Wesoło fika w wanience w czasie kąpieli. Wypija mleczko na kolację. I nagle tak słodko zasypia. Leżąc na moich rękach. Z uśmiechem na twarzy.

A ja dostaje olśnienia. Przecież to nie był zły dzień. Był piękny. Bo mam jego. Mojego malutkiego Synka. I nagle nie przeszkadza mi bałagan, sterta ubrań dio prasowania i nieposprzątana łazienka. 





Autor: Aneta o 20:58
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w serwisie Pinterest

3 komentarze :

  1. Anonimowy30 lipca 2014 08:57

    Oj ja też na początku nie mogłam się przyzwyczaić, że w domu czasem zdarza mi się mieć bałagan, albo obiad ugotowany ciut później, bo kiedyś nigdy tak nie było. Ale przestałam się przejmować tym, że czasem nie wychodzi. Trudno, najważniejsze jest to, że dzieci nasze są zadowolone i mają mamy przy sobie :) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta31 lipca 2014 07:39

      Masz rację:) To jest najważniejsze. A robota, jak mówią nie zając...:)

      Usuń
      Odpowiedzi
        Odpowiedz
    2. Odpowiedz
  2. Dzianinowe Studio30 lipca 2014 15:57

    Moje największe szczęścia. Bardzo Was kocham:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
      Odpowiedz
Dodaj komentarz
Wczytaj więcej...

Nowszy post Starszy post Strona główna
Subskrybuj: Komentarze do posta ( Atom )

Archiwum bloga

  • ►  2017 ( 6 )
    • ►  sierpnia ( 2 )
    • ►  stycznia ( 4 )
  • ►  2016 ( 36 )
    • ►  grudnia ( 2 )
    • ►  listopada ( 2 )
    • ►  września ( 4 )
    • ►  sierpnia ( 2 )
    • ►  czerwca ( 2 )
    • ►  maja ( 3 )
    • ►  kwietnia ( 4 )
    • ►  marca ( 5 )
    • ►  lutego ( 7 )
    • ►  stycznia ( 5 )
  • ►  2015 ( 94 )
    • ►  grudnia ( 8 )
    • ►  listopada ( 6 )
    • ►  października ( 7 )
    • ►  września ( 9 )
    • ►  sierpnia ( 5 )
    • ►  lipca ( 3 )
    • ►  czerwca ( 1 )
    • ►  maja ( 9 )
    • ►  kwietnia ( 11 )
    • ►  marca ( 11 )
    • ►  lutego ( 12 )
    • ►  stycznia ( 12 )
  • ▼  2014 ( 150 )
    • ►  grudnia ( 15 )
    • ►  listopada ( 14 )
    • ►  października ( 16 )
    • ►  września ( 13 )
    • ►  sierpnia ( 15 )
    • ▼  lipca ( 10 )
      • O dniu, takim jak dziś
      • O nowej furze
      • O tym, na co tak czekałam
      • Przemyślenia.../3
      • O naszych łagowskich wakacjach
      • O moim pieczeniu /3
      • 5!
      • 5 lipca
      • O odkrywaniu nowych smaków
      • O naszych pierwszych "potrójnych" wakacjach
    • ►  czerwca ( 10 )
    • ►  maja ( 12 )
    • ►  kwietnia ( 10 )
    • ►  marca ( 11 )
    • ►  lutego ( 8 )
    • ►  stycznia ( 16 )
  • ►  2013 ( 17 )
    • ►  grudnia ( 9 )
    • ►  listopada ( 8 )
Obsługiwane przez usługę Blogger.