Rewal. Nie wiem, który to już raz. Lubimy to miasteczko. Zawsze chętnie tu wracamy. To takie jakby nasze miejsce. I tym razem decyzja była szybka. Bardzo szybka. To właśnie dużą wodę jako pierwszą zobaczy Szymuś.
Wyjazd nie zapowiadał się ciekawie. W piątek budzę się, a tu oko całe opuchnięte, zalepione i czerwone. Sobota. Nie przechodzi. Ślubny postanawia. Jedziemy do szpitala. Na szczęście przyjmują. Diagnoza: zapalenie spojówki i rogówki. Ostrzegają, żeby trzymać się z dala od dziecka, bo to zaraźliwe. Ale przecież ja wczoraj sama była z Szymkiem, więc nie mogłam się trzymać z daleka. No nic. Jakoś to będzie. Niedziela. Budzę się. Z okiem nie jest lepiej. Budzi się Szymuś. Oczko zalepione, malutkie, biedne. No, jeszcze tego brakowało. Zaraził sie od mamy. Szybkie ubieranie. Ponownie kierunek na szpital. Jak pech to pech. A jutro z rana jedziemy. No trudno. Lepiej dziś niż jutro.
Na szczęście to koniec pecha. Potem jest tylko lepiej. Podróż mija szybko. Nową drogą jedzie się cudownie. Jeden przystanek na karmienie. Karmienie dwóch bąblów. Małego Bąbla Szymusia i troszkę większego Bąbla Grzesia. Bo jadą z nami znajomi. Trzy godziny. Jesteśmy na miejscu. Pochmurno. Ale nie pada. Jest ok.
Na drugi dzień zza chmur wychodzi słońce. Towarzyszy nam praktycznie cały urlop. Pogoda idealna. Nie za ciepło i nie za zimno. Taka jak powinna być na urlopie.
Robiliśmy wszystko to na co mieliśmy ochotę. Spacery. Po kilka dziennie. Zabawy. Uśmiechy. Dużo uśmiechów. Zwiedzanie. Opalanie. I kąpiel też, a właściwie kąpiele. Być nad morzem i się nie wykąpać? Nie, u nas to nie przejdzie. Co z tego, że woda lodowata? Jak tu nie wejść, gdy fale tak wołają i wołają:)
Szymuś zachwycony urlopem. To urodzony podróżnik. Wszystko go ciekawi. Nic nie przeszkadza. W każdych warunkach się odnajdzie. Nasz dzielny, ciekawy świata chłopczyk. Mały Plażowicz. Najmniejszy na rewalskiej plaży. Też się wykąpał. A co:) I w piasku się bawił. I piasku trochę posmakował. Stwierdził jednak, że do najsmaczniejszych rzeczy nie należy. Szymuś Odkrywca. Inne dzieci spokojnie jeżdzą w wózeczkach. Nie Szymuś. On musi wszystko zobaczyć, wszystko podziwiać. Szymuś Koneser. Koneser piękna kwiatów. Wszystkie musi dotknąć. A róży musi oberwać płatek. A potem ściskać mocno w rączce. Szymuś Fan Gofrów. Gofrów mamy. Na ich widok całe ciałko się trzęsie. Tak mocno by chciał spróbować.

Odpoczęłam. Naprawdę odpoczęłam. Wakacje udane. A czy mogłoby być inaczej? To miejsce jest szczególne. Rok temu spacerowaliśmy tymi plażami z Szymusiem w brzuszku:) W tym roku już jako prawdziwa rodzina. Ja. Ślubny. Nasz Skarb. Czy trzeba czegoś więcej do szczęścia? Gdziekolwiek, kiedykolwiek, byle razem. Tylko tyle. Nic więcej.






-horz.jpg)







Brak komentarzy :
Prześlij komentarz