Strony

  • Strona główna
  • Kontakt
  • Obserwuję
  • O mnie
  • Projekt 52
Myszkowy Skarbiec


O odkrywaniu nowych smaków












Dzisiejszy dzień zapoczątkował nowy etap w życiu Szymusia. Etap cudowny. Bo czy poznawanie nowych smaków nie jest wspaniałe? Na początek marchewka. Nie pierwszy raz, ale prawie jak pierwszy. Szymuś zadowolony, bo mu smakowało. Rodzice zadowoleni, bo Szymuś zadowolony. Mama poczyniła zapasy. Zamrażarka jest pełna Szymusiowej marcheweczki. 

A to nie koniec nowości. Zaczęliśmy też ekspozycję na gluten. Mamine mleczko wymieszane z odrobiną kaszki zostało wciągnięte bez mrugnięcia okiem. 






Autor: Aneta o 00:01
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w serwisie Pinterest

4 komentarze :

  1. Dzianinowe Studio3 lipca 2014 11:25

    Mój kochany Marchewkowy Królewicz:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
      Odpowiedz
  2. Anonimowy3 lipca 2014 13:47

    U nas takie małe porcje już nie przechodzą :)
    Uwielbiam umorusane dzieciaczki :) gorzej z praniem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
      Odpowiedz
  3. Unknown3 lipca 2014 22:52

    Anetka, a jak tą marchewkę później rozmrażasz? I ile Szymo zjada na raz? Ja planuję dopiero rozszarzać dietę jak Mala skończy 6 miesięcy ale trochę wiedzy na początek nie zaszkodzi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta4 lipca 2014 06:35

      Przekładam porcję 2 godziny wcześniej do miseczki. I tak się rozmraża w temp. pokojowej. Potem stawiam w tej miseczce do garnka z gorącą wodą. Można też przełożyć do słoiczka i podgrzać w podgrzewaczu. Na koniec dodaję do tego pół łyżeczki oliwy z oliwek. Na razie Szymuś zjada po trzy kostki samej marchewki:) Jutro dodamy do tego ziemniaczka.
      Polecam ten sposób przygotowania. Podobnie planuję przygotować inne warzywa a od lat przygotowuję też w ten sposób owoce.

      Usuń
      Odpowiedzi
        Odpowiedz
    2. Odpowiedz
Dodaj komentarz
Wczytaj więcej...

Nowszy post Starszy post Strona główna
Subskrybuj: Komentarze do posta ( Atom )

Archiwum bloga

  • ►  2017 ( 6 )
    • ►  sierpnia ( 2 )
    • ►  stycznia ( 4 )
  • ►  2016 ( 36 )
    • ►  grudnia ( 2 )
    • ►  listopada ( 2 )
    • ►  września ( 4 )
    • ►  sierpnia ( 2 )
    • ►  czerwca ( 2 )
    • ►  maja ( 3 )
    • ►  kwietnia ( 4 )
    • ►  marca ( 5 )
    • ►  lutego ( 7 )
    • ►  stycznia ( 5 )
  • ►  2015 ( 94 )
    • ►  grudnia ( 8 )
    • ►  listopada ( 6 )
    • ►  października ( 7 )
    • ►  września ( 9 )
    • ►  sierpnia ( 5 )
    • ►  lipca ( 3 )
    • ►  czerwca ( 1 )
    • ►  maja ( 9 )
    • ►  kwietnia ( 11 )
    • ►  marca ( 11 )
    • ►  lutego ( 12 )
    • ►  stycznia ( 12 )
  • ▼  2014 ( 150 )
    • ►  grudnia ( 15 )
    • ►  listopada ( 14 )
    • ►  października ( 16 )
    • ►  września ( 13 )
    • ►  sierpnia ( 15 )
    • ▼  lipca ( 10 )
      • O dniu, takim jak dziś
      • O nowej furze
      • O tym, na co tak czekałam
      • Przemyślenia.../3
      • O naszych łagowskich wakacjach
      • O moim pieczeniu /3
      • 5!
      • 5 lipca
      • O odkrywaniu nowych smaków
      • O naszych pierwszych "potrójnych" wakacjach
    • ►  czerwca ( 10 )
    • ►  maja ( 12 )
    • ►  kwietnia ( 10 )
    • ►  marca ( 11 )
    • ►  lutego ( 8 )
    • ►  stycznia ( 16 )
  • ►  2013 ( 17 )
    • ►  grudnia ( 9 )
    • ►  listopada ( 8 )
Obsługiwane przez usługę Blogger.