Dzisiaj dzień nie byle jaki. Szymuś udał się do fryzjera. A raczej fryzjer przyszedł do Szymusia. W tej roli zadebiutował Tatuś/Ślubny i jego maszynka do golenia. Kilka sekund, parę ruchów i zniknęła lwia grzywa. Grzywa, która była nierozerwalnie związana z Szymciem. Ta, która tak rozśmieszała mnie każdego dnia. Już nie ma mojego Lwa, zastąpił go Jeżyk. Równie piękny i cudowny. Więc czemu zakręciła mi się łezka w oku? I tak jakoś smutno. Tęsknię mocno za moim Lewkiem.
No jak mogliście mi to zrobić:-) Szymonku gdzie Twoja cudna grzyweczka?
OdpowiedzUsuń