Sobota. 7 lutego. Dzisiaj świętowaliśmy pierwsze urodziny Szymcia. To właśnie dla niego do domu babci Eli przybyło tylu gości. Przygotowywaliśmy się do tego dnia od dawna. Przecież to bardzo ważna uroczystość! Były dekoracje, świeże kwiaty i doskonałe jedzenie. Dużo jedzenia. O części zapomnieliśmy. I nie wystawiliśmy na stoły. Dobrze się stało! W przeciwnym razie pękłyby nam brzuchy!
Był też tort. Uparłam się, że zrobię sama. Chociaż nie. Wcale się nie upieralam. Po prostu było to dla mnie oczywiste, że pierwszy tort wykonam własnoręcznie. By Szymcio tez mógł kawałek bez obaw zjeść. To przecież Jego urodziny. Udało się. Wyszedł pyszny i zniknął w oka mgnieniu. Zresztą nie mogło być inaczej. Sam Solenizant pilnował poprzedniej nocy bezy w piekarniku. Mój Pomocnik ukochany!
A skoro urodziny i w dodatku pierwsze nie mogło obyć się bez prezentów. Wielu pięknych prezentów. Szymcio z wypiekami na policzkach zajął się ich rozpakowywaniem.


.png)



Brak komentarzy :
Prześlij komentarz