Przestało być wesoło. Choróbsko dopadło na całego. Basen się zemścił. Najpierw dopadło Ślubnego. Gardło. Kaszel. Katar. Przeszło na Szymusia. Gorączka. Gil do pasa. Choroba zabrała nam naszego wesołego Szymcia. Wesołego i wiecznie wołającego mniam mniam. Słaba jestem. Gdy przychodzi choroba to nie mam sił. Co innego dorosły. Ale taki mały chłopczyk. Śpi tak niespokojnie na moich rękach. Gorączka i katar zabrały wszystkie siły. Płakać mi się chce. Zmęczenie i nieprzespane noce dają się we znaki. A w niedzielę szczególny dzień. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko do tego czasu wróciło do normy.
Bardzo mi przykro ,jak choruje taki skrzacik czesto wydaje się człowiek bezsilny,ale mama zawsze znajdzie siłe żeby pomóc maluszkowi nawet jakby sama nieczuła się dobrze życzę dużo dużo zdrówka trzymam kciuki i ściskam
OdpowiedzUsuńDziękujemy za kciuki:) Udało się:)
UsuńZdrówka Szymusiu jak najszybciej :* Nas wzięło po roczku, to 3 tygodnie dochodziliśmy do siebie. Chore dziecko to jest coś strasznego :( Pozdrawiam cieplutko :*
OdpowiedzUsuńDziękujemy. Szymcio już prawie całkowicie zdrowy:)
UsuńZdrowiej Skrzaciku szybciutko, bo w niedzielę Twoje pierwsze urodzinki:-) Buziaczek od Babci:-)
OdpowiedzUsuń