Muszę przyznać, że mam wspaniałą rodzinkę. Każdy o mnie dba, najlepiej jak może.Cudowny mąż, rodzice jedni i drudzy, siostrzyczka, babcia, ciocia itp. Każdy się stara, żeby mi niczego nie brakowało. Obie mamusie Elżbiety gotują pyszne obiadki, pożyczają coraz większe kurtki:) i wciąż pytają jak się czujemy ja i Maleństwo. Mąż się o mnie martwi, wykazuje w stosunku do mnie anielską cierpliwość i dba, by niczego mi nie brakowało. Rodzinka często dzwoni i sprawdza jak się czuję i czy aby wszystko dobrze. Żyć nie umierać. Lubię być w ciąży, bo z każdej strony mam wspaniałą opiekę.
A dzisiaj mija już 34 tydzień tego mojego ciężarówkowego stanu. Na wadze prawie +10 kg, a w pasie 95 cm. Coraz bliżej do porodu, którego odpukać na razie się nie obawiam. Czemu miałabym nie dać rady? Tyle kobiet przede mną rodziło, więc i ja sprostam temu zadaniu. Grunt to pozytywne nastawienie.
Zdecydowaliśmy się wziąć do porodu położną. Długo się nad tym zastanawialiśmy, bo oczywiście są to dodatkowe koszty. Ale w końcu przeważyło to, że będziemy czuć się spokojniejsi, gdy cały czas będzie z nami ktoś doświadczony. Muszę tylko jeszcze spotkać się z poleconą nam panią i dograć szczegóły.
A w brzuszku trwają harce, Szymuś kopie mamusiowy pęcherz, wciska nóżkę pod żebro a szczególnie lubi jak tatuś przykłada do brzuszka swoje ciepłe rączki oraz jak mama przytula się brzuszkiem do niego. Wtedy od razu podpływa, by być jak najbliżej. Jakby wyczuwał, że to jego tatuś. Lubię te chwile.
A ja czuję się dobrze, bardzo dobrze. Męczy mnie tylko wstawanie ciągłe do toalety na siusiu. Mam wrażenie, że chodzę tam co 5 minut. Ale jest to do przeżycia. To nic, niech Szymuś sobie tylko dalej rośnie zdrowy:) Cieszę się, że do tej pory udało mi się uniknąć specjalnych ciążowych zachcianek. Jem zdrowo, rozsądne ilości i tyję mam nadzieję tylko tyle, ile potrzeba, by Żabka dobrze się rozwijała. Regularnie miziam brzuch swoimi specyfikami, o których napiszę wkrótce i rozstępów do tej pory brak. Brzusio jest dobrze nawilżony i mięciutki:) Jestem ogólnie zadowolona, nie mam żadnych huśtawek nastrojów, staram się wszystko brać pozytywnie. Co tu dużo mówić- ogólnie szczęściara ze mnie:)
A teraz jeszcze do tego zaraz jedziemy do Mamy Eli do Zawady i na pewno uda nam się załapać na pyszny obiad. No i sami powiedzcie, jak tu się nie cieszyć?:)




Pięknie wyglądasz! ;) Ciąża Ci służy... Szczęściara z Ciebie, że nic Ci nie dolega. Mnie dopadły rozszalałe hormony i dają nieźle w kość.
OdpowiedzUsuńDziękuję:) Jeszcze tylko troszkę musisz wytrzymać i wszystko wróci do normy.
UsuńWspaniała rodzinka :)
OdpowiedzUsuńMnie też nie dopadły hormony, pod koniec byłam rozbita, ale to z powodu żałoby. Poza tym +9 kg, ale kilka rozstępów na brzuchu mam niestety. Ale widok Małej rekompensuje wszystko :)
Pięęęęęknie wyglądasz!
OdpowiedzUsuń