Strony

  • Strona główna
  • Kontakt
  • Obserwuję
  • O mnie
  • Projekt 52
Myszkowy Skarbiec


Wielkie pranie i prasowanie

Szymuś doczekał się już pokaźnej garderoby. I to nie dlatego, że matka wpadła w szał zakupów. Choć przyznam się, że miałam takie zapędy. Na szczęście Mężuś mnie szybko przystopował i kupiłam dosłownie parę ciuszków. Resztę dostaliśmy i dostajemy wciąż od mamusi,wspaniałych cioć (ciociu Izo, dziękujemy) i siostrzyczki
Sama kupiłam jedynie to, co wydawało mi się być niezbędne. I oczywiście to, co spodobało mi się tak, że nie mogłam przejść koło tego obojętnie:)
Tak więc podsumowując, Szymek w swojej szafie, a właściwie komodzie ma już całkiem niezły komplecik:)

A ja w końcu się zmobilizowałam i wzięłam za pranie ubranek. Zdecydowałam, że skoro ubranka są czyste i w większości nowe, to nie ma sensu prać ich w wysokich temperaturach i na długich programach. Tak więc wszystko uprane zostało na programie 15-minutowym w 30 stopniach.
Do prania użyłam płynów Dzidziuś. W domu roznosił się piękny zapach. Taki, delikatny zapach dziecka:)




A po praniu przyszedł czas na prasowanie. Za jednym zamachem wszystko, więc jestem z siebie dumna:) Fajnie tak prasować te wszystkie miniaturowe ubranka. To pierwsze pranie i prasowanie sprawiło mi niezwykłą frajdę. Potem będę robić to na pewno automatycznie, ale teraz było to wyjątkowe przeżycie:)







Autor: Aneta o 22:38
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w serwisie Pinterest

11 komentarzy :

  1. Retromoderna9 stycznia 2014 11:03

    Widzę, że przegotowania na całego, ja jeszcze nic nie prałam, ani specjalnie nic nie przygotowywałam. Przy pierwszym dziecku już wcześniej zaczęłam takie wyprawowe szaleństwo, a teraz odpuściłam ;))
    Masz śliczny uśmiech.
    pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta9 stycznia 2014 11:21

      Nie dziwię się, na pewno przy jednym biegającym Szkrabie masz pełno roboty:) Dziękuję za miłe słowa i zapraszam częściej:)

      Usuń
      Odpowiedzi
        Odpowiedz
    2. Odpowiedz
  2. Anonimowy9 stycznia 2014 14:08

    Pokaźna garderoba! :) Przyznam się bez bicia, że wszystko prasowałam przed narodzinami Julitki, teraz z braku czasu i sił prasuję to co już woła o to :D

    Pięknie wygladasz w ciąży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta9 stycznia 2014 15:43

      Hehe, ja dlatego to pierwsze prasowanie tak celebrowałam, bo wiem, że potem już wszystko będzie się działo na szybkiego:)

      Usuń
      Odpowiedzi
        Odpowiedz
    2. Odpowiedz
  3. Tulippa11 stycznia 2014 14:43

    Jaka promieniejąca mama! Termin masz jeszcze na luty czy już na marzec? (My - 23 marca).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta11 stycznia 2014 17:56

      Na 2 marca:) Chociaż mam cichą nadzieję, że już pod koniec lutego synek będzie po drugiej stronie brzucha:)

      Usuń
      Odpowiedzi
        Odpowiedz
    2. Tulippa1 lutego 2014 15:38

      My 22 marca :)

      Usuń
      Odpowiedzi
        Odpowiedz
    3. Odpowiedz
  4. Aneta11 stycznia 2014 17:55

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
      Odpowiedz
  5. Makola11 stycznia 2014 19:50

    To chyba pierwsze pranie w życiu, które sprawia radość! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta11 stycznia 2014 21:09

      Racja:) I niestety pewnie jednocześnie ostatnie:)

      Usuń
      Odpowiedzi
        Odpowiedz
    2. Odpowiedz
  6. Unknown21 stycznia 2014 13:16

    Wow, no to przygotowania pełną parą :) Ja też mam większość popraną i poprasowaną (na szczęście dostaliśmy wszystko poprane i poprasowane po moim chrześniaku, jeeee!), a tych parę nowości jeszcze poczekać trochę musi... Pranie, a tym bardziej prasowanie (ja nie prasuję! W ogóle! Tylko białe koszule, sztuk dwie, raz w miesiącu mniej więcej) w ilości zwiększonej przy dziecku nie napawa mnie taką radością, zazdroszczę więc :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
      Odpowiedz
Dodaj komentarz
Wczytaj więcej...

Nowszy post Starszy post Strona główna
Subskrybuj: Komentarze do posta ( Atom )

Archiwum bloga

  • ►  2017 ( 6 )
    • ►  sierpnia ( 2 )
    • ►  stycznia ( 4 )
  • ►  2016 ( 36 )
    • ►  grudnia ( 2 )
    • ►  listopada ( 2 )
    • ►  września ( 4 )
    • ►  sierpnia ( 2 )
    • ►  czerwca ( 2 )
    • ►  maja ( 3 )
    • ►  kwietnia ( 4 )
    • ►  marca ( 5 )
    • ►  lutego ( 7 )
    • ►  stycznia ( 5 )
  • ►  2015 ( 94 )
    • ►  grudnia ( 8 )
    • ►  listopada ( 6 )
    • ►  października ( 7 )
    • ►  września ( 9 )
    • ►  sierpnia ( 5 )
    • ►  lipca ( 3 )
    • ►  czerwca ( 1 )
    • ►  maja ( 9 )
    • ►  kwietnia ( 11 )
    • ►  marca ( 11 )
    • ►  lutego ( 12 )
    • ►  stycznia ( 12 )
  • ▼  2014 ( 150 )
    • ►  grudnia ( 15 )
    • ►  listopada ( 14 )
    • ►  października ( 16 )
    • ►  września ( 13 )
    • ►  sierpnia ( 15 )
    • ►  lipca ( 10 )
    • ►  czerwca ( 10 )
    • ►  maja ( 12 )
    • ►  kwietnia ( 10 )
    • ►  marca ( 11 )
    • ►  lutego ( 8 )
    • ▼  stycznia ( 16 )
      • Z cyklu "lumpeksowe love"
      • Rozpieszczamy się:)
      • 35 tc.
      • My się zimy nie boimy czyli syndrom "Jasia Wędrown...
      • Na tapczanie siedzi leń:)
      • Leśny skrzat
      • Tydzień 34 - podsumowanie
      • Kobieca w ciąży i podczas karmienia
      • Zima, zima, zima i po zimie...
      • 33 tc.
      • Pamiątka pierwszych lat
      • Wielkie pranie i prasowanie
      • Niepokój wyprawkowy
      • 32 tc.
      • O zdolnościach mamy Eli
      • Żegnaj piękny roku, witaj nowy
  • ►  2013 ( 17 )
    • ►  grudnia ( 9 )
    • ►  listopada ( 8 )
Obsługiwane przez usługę Blogger.